poniedziałek, 23 marca 2015

W poszukiwaniu wielkanocnych jaj - zapowiedź świątecznych konkursów z nagrodami

Moi mili i wierni Czytelnicy,

Zdaję sobie sprawę z tego, że traktuję Was ostatnio po macoszemu i nie daję znaku życia, ale to dlatego, że moją głowę zaprząta praca i inne przyziemne kwestie, które wyeliminowały z mojego słownika pojęcie czasu wolnego. Lecz bez lęku - znajdzie się mimo wszystko chwila, by zaoferować coś spragnionym frankofilom! Już niebawem - to nie żart! - pierwszego kwietnia pojawi się na moim blogu nowy wpis w ramach akcji organizowanej przez autorów blogów językowych i kulturowych. 

Pierwszy kwietnia to dla mnie data w pewnym sensie wyjątkowa - ale dlaczego? O tym wspomnę następnym razem. Tymczasem już teraz zapraszam Was do śledzenia akcji "Znajdź wielkanocne jajeczko", która rozpocznie się już 29 marca i potrwa właśnie do 1 kwietnia. W tych dniach będziecie mogli znaleźć nowe, interesujące wpisy na 21 blogach językowo-kulturowych, poczuć powiew wiosny, a przy okazji może capnąć jakąś fajną nagrodę? 

Najlepiej już teraz zapoznajcie się z kalendarzem wpisów dostępnym w naszej prezentacji (o TUTAJ) i szykujcie się na zadania wymagające spostrzegawczości i refleksu, jak to bywa przy szukaniu wielkanocnych jajek. 
Jeśli chcecie być na bieżąco, to zapraszam również na facebooka (fajnpejdż, wydarzenie) oraz stronę internetową blogów językowych i kulturowych. Warto trzymać rękę na pulsie.

A do mnie zapraszam już w środę 1 kwietnia, będą niezłe jaja, obiecuję!


niedziela, 25 stycznia 2015

5 pytań i odpowiedzi, czyli odrobina ekshibicjonizmu pod szyldem „W 80 blogów dookoła świata #10”

Przez długi czas kładłam się spać wcześnie.

Zaowocowało to tym, że znowu w ostatniej chwili zabieram się do pisania notki na specjalną okazję, jaką jest dziesiąty odcinek akcji „W 80 blogów dookoła świata”; tym razem temat jest niezwykle podstępny, bo trzeba niby o Francji i francuskim pisać, ale jednak o sobie – ku uciesze potencjalnych stalkerów i ku zniechęceniu poszukiwaczy merytorycznych treści. Pozostaje tylko łudzić się, że uda mi się zachować resztki internetowej prywatności, a przy okazji przemycić parę ciekawych spostrzeżeń z francuszczyzną związanych. Zapraszam zatem na mini-wywiad z autorką niniejszego bloga, zawarty w pięciu pytaniach, i rzecz jasna, w pięciu odpowiedziach.

środa, 7 stycznia 2015

O czym NIE napisałam na blogu w 2014 roku.

Jeszcze zanim cokolwiek powiem, to już uspokajam Was, drodzy Czytelnicy: nie będzie statystyk, bo zbieranie i śledzenie cyferek zafascynowało mnie dopiero miesiąc temu; archiwum bloga też nie jest na tyle spasione, by wyciągać z niego najlepsze wpisy roku 2014, dlatego mimo iż idea dzisiejszego wpisu to rozpamiętywanie i podsumowania, postaram się zaproponować Wam informacje, których dotąd nie publikowałam jeszcze na niniejszym blogu.
Pomyślałam, że mimo wszystko miło będzie zrobić jakieś sympatyczne podsumowanie minionego roku i przyszło mi do głowy, że podzielę się z Wami moimi okołofrancuskimi odkryciami z ostatnich dwunastu miesięcy. Pokażę Wam trochę piosenek, filmów i książek, a także miejsc w Internecie, które warto od czasu do czasu odwiedzić. Zapraszam!

czwartek, 1 stycznia 2015

Michel Legrand, francuskie piosenki, subjonctif i liczne wiatraki.

W to leniwe, noworoczne popołudnie i wieczór, kiedy wszyscy snują się po domu, lekko niedospani i znudzeni internetem, który z choinek i tematów świątecznych przeskoczył na tematy postanowień noworocznych i zdjęć z niedawnych imprez, chciałabym zaproponować Wam temat niezbyt wymagający, ale i nie związany z żadną okazją, z żadną szczególną datą w kalendarzu. Nie będzie podsumowań, sylwestrowo-noworocznego słownictwa, ani planów na rozpoczęty właśnie rok, postaram się natomiast łagodnie Was ukołysać i odprężyć. A może przy okazji nieco zaciekawić i zainspirować do poszukiwania nieodkrytej przez Was dotąd muzyki francuskiej.

Michel Legrand, francuski kompozytor filmowy, ma na swoim koncie sporo piosenek, które wpadły mi w ucho i podbiły moje serce. Bywają liryczne, czasem dowcipne, czasem nieco jazzowe, często dość znane, więc jest szansa, że już się z nimi zetknęliście.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Jabłko tam śpi. (fałszywi przyjaciele – część 2)

Ciekawe, czy zostało już zdefiniowane w psychologii albo medycynie zboczenie polegające na obsesyjnym rozmyślaniu nad etymologią słów. „Etymofilia”? Nie wiem, czy to uleczalne, w każdym razie na razie mnie dręczy – i tak na przykład jadę sobie tramwajem i myślę o złotych jabłkach, bo akurat tego typu owoc mignął mi gdzieś na bilbordzie. Une pomme d'or, byłbyż to pomidor? Coś mi w tym nie grało tak do końca, zwłaszcza kolor się nie zgadzał, brakowało też samogłoski w środku; kombinowałam więc dalej i w końcu wpadłam na pomysł, jakie też zagadkowe przesłanie niesie polska nazwa owego warzywa. Une pomme y dort!

środa, 17 grudnia 2014

Blogowanie pod jemiołą: święta z Joséphine.

Zauważyliście, że wszędzie teraz piszą o świętach? O śnieżnej zimie, słodkich pierniczkach, ciepłych, puchatych swetrach, bożonarodzeniowych jarmarkach i cudownej świątecznej atmosferze?

No cóż, to już siedemnasty dzień akcji „Blogowanie pod jemiołą”, więc najwyższy czas na łyżkę dziegciu w tej krainie miodu i szczęścia!

Napisałabym, że nie chcę Wam psuć tych uroczych chwil pełnych zupełnie bezkarnej egzaltacji, ale czy ktoś by mi uwierzył?
Zapewne znacie stereotyp wiecznie niezadowolonego, narzekającego na wszystko Francuza; mimo odmiennego obywatelstwa moja dusza jest już przeżarta francuską rdzą na tyle, że nie mogę odmówić sobie spojrzenia na temat naszej akcji z trochę innej, tej bardziej kąśliwej strony. Ale mam nadzieję, że zamiast się zniechęcać, Wy również znajdziecie radość w tym nega... alternatywnym podejściu.

sobota, 13 grudnia 2014

Le bal des vampires - jak to się robi po francusku.

O międzylądowaniu w Paryżu myślałam bez entuzjazmu: miasto zwiedzone dawno temu, znajomi odwiedzeni trzy miesiące wcześniej, w dodatku posmakowałam już ongiś tego Paryża w listopadzie, wieje tam i zimno, ot co. Niestety, linie lotnicze świata sprzysięgły się akurat przeciwko mnie i wymienione miasto okazywało się być najtańszą i najdogodniejszą opcją w drodze do Bordeaux (o tej podróży też wkrótce napiszę coś na blogu). Uległam więc. A już parę dni po kupieniu biletów zaczęłam z niecierpliwością przebierać nóżkami i czekać na ten Paryż jak na księcia z bajki.

Albo raczej na hrabiego czekałam, choć z bajki cokolwiek mrocznej. Wpadłam bowiem na doskonały pomysł, by podczas pobytu w owej stolicy mody wybadać, co się obecnie nosi na balach u wampirów. Jeden z nich był akurat wyprawiany w teatrze Mogador, zdobyłam więc bilet i przy okazji popytałam tu i ówdzie kto zacz, ten hrabia von Krolock. Powiadają, że łotr, uwodziciel i bestia, więc moje dziewczęce serduszko zadrżało z lęku i z podekscytowania zarazem.