środa, 1 października 2014

"Pas de problème! 3" (SuperMemo) - poziom zaawansowany bez problemu?

Jako człowiek łasy na urozmaicenia, zapragnęłam swego czasu dorzucić coś nowego do mojego koszyczka z zabawkami do nauki francuskiego – a że nie było to pragnienie poparte ogromną ilością wolnego czasu, to wymyśliłam, że będzie to jakiś interaktywny program, który wszystko zrobi za mnie i nagle, ni stąd ni zowąd, obudzę się na poziomie zaawansowanym.

Jak pomyślałam tak zrobiłam i zaczęłam testować program Supermemo – Pas de problème! na poziomie 3, czyli teoretycznie odpowiadającym poziomom B2-C1. Zdaniem testu dostępnego na tej samej stronie (nie będącego częścią kursu), w moim odczuciu niezbyt zresztą trudnego, nadszedł czas żebym spróbowała swych sił na poziomie C1 właśnie. Czy to prawda, czy nie do końca, to się okaże za chwilę, albowiem oto zapraszam Was do zapoznania się z recenzją rzeczonego kursu, który, jak się okazało, rozebrałam niemal na części pierwsze... Mam nadzieję, że recenzja okaże się pomocna!

wtorek, 9 września 2014

Każda okazja jest dobra, żeby napisać coś po francusku.

Il y a quelques jours, Ula a présenté sur son blog le contenu de son sac à main. C'est un bon prétexte pour réviser un peu de vocabulaire! Et je dois avouer que j'ai toujours voulu publier un billet comme ça, sans rien dissimuler, bien évidemment! Alors, comme Ula a encouragé ses lecteurs à présenter aussi l'intérieur de leur sac à main, j'ai pris la photo de mes affaires et je suis prête à vous expliquer l'usage mystérieux de chaque objet. J'avoue que je suis un peu déçue, parce que normalement j'ai plus d'objets inutiles et de déchets sur moi. Je ne sais pas où sont mes mouchoirs sales, mes vieux tickets de caisse et mes ticket de bus dans lesquels je colle mes vieux chewing-gums! Mais il me reste quand même quelques trucs intéressants à présenter.

Kilka dni temu Ula przedstawiła na swoim blogu zawartość swojej torebki. Świetna okazja, żeby powtórzyć trochę słownictwa, nieprawdaż? Muszę przyznać, że zawsze chciałam opublikować tego typu notkę, oczywiście niczego nie zatajając! A zatem, skoro Ula zachęcała swoich czytelników do tego, by również przedstawili wnętrza swoich torebek, zrobiłam zdjęcie swoich rzeczy i oto jestem, gotowa wyjaśnić Wam sekretne przeznaczenie każdego z tych przedmiotów. Przyznaję, że jestem nieco rozczarowana, bo zazwyczaj mam przy sobie dużo więcej bezużytecznych przedmiotów i śmieci. Nie mam pojęcia, gdzie są wszystkie moje zużyte chusteczki, stare paragony i bilety autobusowe, do których przyklejam gumy do żucia! Tak czy inaczej, wciąż jeszcze zostało mi kilka ciekawych szpargałów do zaprezentowania.



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

O szkole poniekąd francuskiej i francuskim systemie ocen (W 80 blogów dookoła świata #5)

Pakując walizki na wakacyjny wyjazd postanowiłam, że zamiast tak odlatywać bez słowa w siną dal, pozostawię Wam jednak na otarcie łez kolejny wpis z cyklu „W 80 blogów dookoła świata”. Podobno wrzesień doskonale łączy się z tematyką szkolną; obiecuję więc ciepło myśleć o Waszych powrotach do szkoły już pierwszego września, włócząc się leniwie pod paryskim niebem.

Przyznaję, że temat w tym miesiącu nie wzbudził mojego wielkiego entuzjazmu, no bo cóż, francuską szkołę znam głównie z historyjek o tym małym łobuzie Mikołajku. Co do zasady staram się nie pisać o tym, na czym się nie znam, wychodząc z założenia że każdy potrafi korzystać z wyszukiwarki niemal tak samo dobrze jak ja. Po namyśle stwierdziłam jednak, że można by za jednym zamachem spłodzić wpis akcyjny i przy tym podsumowujący moje własne doznania z francuskiej szkoły – a dokładnie: Szkoły Prawa Francuskiego. Sprytnie, co nie?

Żeby jednak nie zanudzić większości czytelników (którzy zapewne francuskie prawo uznają za mało pasjonujące), na osłodę dorzucę jeszcze parę słów na temat bardziej uniwersalny, tak się bowiem składa, że francuski system oceniania różni się co nieco od polskiego.

piątek, 25 lipca 2014

5 francuskich filmów dla wymagającego widza (W 80 blogów dookoła świata #4)

Ale czego Widz wymaga? Z pewnością nowego wpisu spod szyldu „W 80 blogów dookoła świata” (zwłaszcza że w zeszłym miesiącu niestety się nie doczekał). Poza tym Widz wymaga niechybnie, by polecane filmy były w języku francuskim, a przynajmniej tego się po nich spodziewa wchodząc na niniejszego bloga – i w tym zakresie nie spotka go rozczarowanie! Co do dalszych wymagań mogę jedynie snuć przypuszczenia, które i tak nie będą w pełni trafne, z uwagi na różnorakie gusta amatorów języka francuskiego. Pozwoliłam sobie jednak założyć, że wszyscy już słyszeli o „Amelii”, „Nietykalnych” i „Jeszcze dalej niż północ”, może nawet są lekko zmęczeni zatrzęsieniem francuskich komedii (romantycznych i nie tylko). Wiem, wiem, lato w pełni i pewnie sporo czytelników nie miałoby nic przeciwko jakiemuś sympatycznemu i niewymagającemu filmowi, ale pomyślałam sobie, że najwyżej wrócicie tu zimą, kiedy najdzie Was ochota na coś ambitniejszego. Postanowiłam bowiem przedstawić Wam kilka starszych tytułów, po które naprawdę warto sięgnąć, mimo że nie ukrywam, że niektóre mogą okazać się ciężkie.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

System inteligentnych powtórek.

Zawsze bawi i cieszy mnie myśl, że powtórka może okazać się bardziej inteligentna niż ja – ale nie zmienia to faktu, że producenci programów do nauki języków bardzo chętnie wabią nas hasłami takimi, jak w tytule. No bo niech pierwszy rzuci słownikiem ten, kto woli wracać do starych notatek, zamiast eksplorować nowe i nieznane jeszcze zakamarki podręcznika, kto lubi ponownie odczytywać to, co dopiero niedawno przecież czytał, a najlepiej jeszcze wbijać to sobie do głowy powtarzaniem po dziesięć razy, aż treść ta się naszą mantrą. Im dalej w las, tym więcej rzeczy do powtarzania, więc nic dziwnego, że chciałoby się zrzucić na kogoś ułożenie nam planu powtórek, tak żeby nie trzeba było wszystkiego naraz i żeby jak najwięcej i na jak najdłużej zapamiętać.

Dzisiejszy post ma być zbiorem różnych moich spostrzeżeń dotyczących aspektu nauki języka, jakim jest powtarzanie, a także sposobów na radzenie sobie z tą nieco uciążliwą koniecznością. O niektórych już kilkakrotnie wspominałam na łamach tego bloga, ale ostatnio zapragnęłam trochę zaktualizować i uporządkować moje poglądy. Z góry bardzo Was zachęcam do zostawiania w komentarzach swoich uwag na ten temat, bo nie ukrywam, że nadal jeszcze poszukuję dla siebie optymalnych rozwiązań i chętnie poznam Wasz punkt widzenia.

W moim przypadku hasło „powtarzanie” można śmiało wrzucić do szufladki z napisem „problem” albo „ponura zgroza”. Nie dotyczy to zresztą tylko języków, ale w ogóle wszelkiej nauki, a z wiekiem entuzjazmu w tym zakresie wcale mi nie przybywa. W sumie warto sobie uświadomić, że nosi się w sobie niechęć tego rodzaju, żeby nie nabrać przekonania, że ma się ogólnie „problem z systematycznością” albo nawet „nie ma talentu do języków”. Kiedyś wierzyłam, że cierpię na te dwie ostatnie przypadłości, ale po dwóch latach nauki francuskiego mogę spokojnie powiedzieć, że to nieprawda. Zostawmy w spokoju temat talentu, ale jeśli chodzi o systematyczność, to jest ona o wiele łatwiejsza do osiągnięcia, jeśli się robi rzeczy ciekawe, a pomija albo znacznie ogranicza te nieprzyjemne.

Rozpoczynając swoją przygodę z francuskim postanowiłam więc sobie, że nie będę powtarzać tego, czego się już uczyłam – i na swój sposób nawet mi się to udaje, choć metoda jest odrobinę oszukańcza (bo powtarzanie jest, tylko znienacka i cichaczem) no i podejrzewam, że trochę mniej skuteczna, niż gdyby się rzetelnie wracało do minionych kart książek i zeszytów. Ale działa nieźle i pozwala mi uniknąć najgorszej rzeczy w nauce języka obcego – nudy. A w moim rozumieniu nuda wiąże się ściśle z rozpoczynaniem nauki za każdym razem od tego, co już było, zanim się przejdzie do nowej lekcji.

sobota, 7 czerwca 2014

Sekretne pasaże Paryża, czyli jak uchronić się przed rozczarowaniem.

To miała być recenzja książki, ale trochę mnie poniosło i wyszło co wyszło. Na typową recenzję nie liczcie, choć warta uwagi książka gdzieś się tam czai, szczelnie okryta kołderką mojego słowotoku. Voilà.



Tak nas współczesna kultura masowa zaprogramowała, że na hasło „Paryż” niejeden zastrzyże uszami i pozwoli sobie choćby na przelotne ukłucie nostalgii, przebłysk tęsknoty za nie całkiem wysłowionymi obietnicami i fantazjami, a przy okazji zerknie jeszcze mimochodem, czy nie da się kupić tanich biletów lotniczych na jakiś nieodległy termin. Paryż, Paryż, podobno wart jest mszy, ale jeszcze bardziej wart jest odwiedzenia, cyknięcia sobie kilku czarno-białych fotek w strategicznych miejscach i odhaczenia najważniejszych punktów z przewodnika, polansowania się po kawiarniach, zeżarcia paru bagietek i okazania nieszczerego zachwytu nad nietrafnie wybranym winem z supermarketu, które było rozkosznie tanie, ale trochę jednak czuć w nim siarkę.

Od dawna chodzi mi po głowie stworzenie krótkiej instrukcji zwiedzania miast, na ratunek tym wszystkim niepoprawnym romantykom, którzy wciąż wierzą, że istnieje gdzieś miasto idealne, posiadające wyłącznie piękne budowle, wyłącznie udaną pogodę, tubylców czekających tylko, by wdać się z nimi w rozmowę i rozwiać nudę samotnego zwiedzania, miasto z atmosferą jak z bajki, gdzie nie ma korków, śmieci, bilbordów i innych turystów. Chciałoby się ustrzec przed rozczarowaniem tych wszystkich, którzy mogą po zwodniczo łagodnym lądowaniu boeinga na lotnisku de Gaulle'a natychmiast boleśnie zderzyć się z rzeczywistością.

Oczekiwania nasze podsyca dodatkowo internet, gdzie ludzie zwykli straszliwie kłamać o Paryżu (albo raczej pomijać niewygodne fragmenty), może ze wstydu przed sobą, że im się nie podobało aż tak bardzo, jak by chcieli. Wszak zawsze można się pocieszać zdjęciami pięknie obrobionymi w fotoszopie i opowiadaniem innym z lekką nutką wyższości, że tak, byłem, widziałem, zachwyciło, oj, jak zachwyciło.

Pewnie i Ty, Czytelniku, zdążyłeś już w życiu dojść do wniosku, że wszystkie europejskie miasta wyglądają z grubsza tak samo, mają swoje perełki, ale im więcej perełek, tym większy tłum psujący kadr, ludzie ubrani zupełnie współcześnie i nieco zbyt pstrokato, wokół reklamy, migające neony, hałas, samochody, ordynarne bloki i domy mieszkalne, spaliny, kebab i groch z kapustą. Trzeba co raz przymykać na coś oko i tylko wybiórczo zerkać na zadane fragmenty, żeby podsycać w sobie niegasnący płomień zachwytu, bo następne wakacje dopiero za rok.

A jednak, gdzieś tam w tle pospolitej codzienności, wciąż czai się w nas ta nostalgia i tęsknota, więc czasem prosimy: „o, Paryżu, uwiedźże mnie, oczaruj, zdradź swoje sekrety, poprowadź nieznanymi brukowanymi ścieżkami, na wyspy szczęśliwe Saint-Louis i la Cité zawiedź, upój mnie miksturą magiczną, dekoktem uwarzonym z emocji, wrażeń i atmosfery bohemy!”. I tak inwokując, na co dzień siedzimy sobie tutaj, na prowincji, która nie jest Paryżem, gdzie łatwiej w ten Paryż wierzyć, a od czasu do czasu próbujemy się ratować literaturą. Kto wie, może będzie nawet lepsza niż Paryż we własnej osobie?

niedziela, 1 czerwca 2014

Jak się uczyć? Szybko i dobrze! (Vite et bien 2, CLE)

Gdyby ktoś mnie poprosił, żebym poleciła mu tylko jedną książkę do nauki francuskiego, to najpierw pewnie próbowałabym go przekonać, żeby wybrał jeszcze drugą, trzecią i czwartą. Ale gdyby był bardzo uparty, to pewnie w końcu zdradziłabym mu, że według mnie najlepszą książką będzie dla niego „Vite et bien” wydawnictwa CLE.



Dawno, dawno temu, gdy zdarzyło mi się publicznie złorzeczyć na beznadzieję wypływającą z typowo szkolnych podręczników, maskowaną kolorowymi zdjęciami, pławiącą się w artystycznym nieładzie, ktoś z Was polecił mi w komentarzach wspomnianą wyżej książkę, po którą ochoczo sięgnęłam przy pierwszej okazji. Szybkie przewertowanie jej wywołało przyjemne uczucie porządku i konkretu, a wszystko przepasane prostymi obrazkami o dyskretnych kolorach. Moje serduszko zabiło szybciej, a moja baza podręczników odnotowała przyrost.



Na wstępie wyjaśniam, że nie miałam styczności z częścią pierwszą, mogę więc tylko mieć nadzieję, że jest tak samo dobra. Część druga przeznaczona jest dla poziomu B1 i jak wynika z przedmowy, przeznaczona jest dla dorosłych – w szczególności tych niecierpliwych i śpieszących się.