środa, 17 grudnia 2014

Blogowanie pod jemiołą: święta z Joséphine.

Zauważyliście, że wszędzie teraz piszą o świętach? O śnieżnej zimie, słodkich pierniczkach, ciepłych, puchatych swetrach, bożonarodzeniowych jarmarkach i cudownej świątecznej atmosferze?

No cóż, to już siedemnasty dzień akcji „Blogowanie pod jemiołą”, więc najwyższy czas na łyżkę dziegciu w tej krainie miodu i szczęścia!

Napisałabym, że nie chcę Wam psuć tych uroczych chwil pełnych zupełnie bezkarnej egzaltacji, ale czy ktoś by mi uwierzył?
Zapewne znacie stereotyp wiecznie niezadowolonego, narzekającego na wszystko Francuza; mimo odmiennego obywatelstwa moja dusza jest już przeżarta francuską rdzą na tyle, że nie mogę odmówić sobie spojrzenia na temat naszej akcji z trochę innej, tej bardziej kąśliwej strony. Ale mam nadzieję, że zamiast się zniechęcać, Wy również znajdziecie radość w tym nega... alternatywnym podejściu.

Nie przeciągając już dłużej, chciałabym przedstawić Wam bohaterkę i niejako gospodynię mojego dzisiejszego wpisu – Joséphine. Niezamężna trzydziestka o figurze idealnej gruszki, wiecznie zmagająca się z problemem braku mężczyzny swojego życia i starająca się nie popadać w kompleksy, mimo życzliwych docinków dopadających ją z różnych stron. Joséphine nie jest jednak pozbawiona poczucia humoru i choć potrafi wplątywać się w różne żenujące sytuacje, to (zazwyczaj) nie brak jej w tym wszystkim dystansu do siebie. Wszystko to sprawia, że łatwo polubić ową francuską wersję Bridget Jones.


Jeśli ktoś byłby zainteresowany spotkaniem z Joséphine, gorąco zachęcam go do lektury komiksów autorstwa Pénélope Bagieu – tam bowiem zamieszkuje nasza bohaterka. Jeśli ktoś nie jest zainteresowany – niechże pozwoli mi się przekonać.

Pomyślałam, że na zachętę pokażę Wam, jak Joséphine spędza święta Bożego Narodzenia. Francuskie tradycje i zwyczaje nie są dla nas w tym zakresie szczególnie zaskakujące, jest choinka, Pasterka, posiłek w gronie rodziny oraz prezenty, czyli wszystko to, co mamy również w Polsce. Różnią się szczegóły, ale cóż, w Polsce też trudno ustalić jedną tradycyjną listę wigilijnych potraw.* Nie pozostaje nic innego, niż tylko zajrzeć pod strzechy konkretnym osobom i sprawdzić, jak rzeczywistość rozmija się czasem z kolorowymi wyobrażeniami o tym, jak powinny wyglądać święta.

Jak już wspomniałam, Joséphine jest singielką – une célibataire. Albo raczej, jak wskazuje tytuł poniższego obrazka – małą egoistką. 

(w celu powiększenia obrazka warto otworzyć go w nowej karcie)
 



(„Oczywiście zdajesz sobie sprawę, Josephine, że to prawdziwa męka, usadzać przy stole nieparzystą liczbę gości? Kiedy wreszcie znajdziesz sobie męża? To kolejny z twoich sposobów na to, żeby mnie ukarać, prawda?”)

Wiadomo, w pewnym wieku rodzinie coraz trudniej powstrzymać się przed wypytywaniem o życie uczuciowe młodszego pokolenia, a spotkanie przy wigilijnym stole wydaje się ku temu idealną okazją. Powyższy kadr pochodzi z tomu drugiego, w tomie pierwszym Jo również musiała znosić pytania o wciąż nieistniejącego narzeczonego i dzieci. Dlatego w części trzeciej „typowa francuska wigilia” wyglądała tak:


Wy sobie dokładnie pooglądajcie obrazki, a ja w tym czasie (swobodnie) przetłumaczę dymki moim niefrancuskojęzycznym Czytelnikom. 

J.: Tak bardzo się cieszę, że w tym roku spędzam święta z wami, moimi przyjaciółmi!
R.: Och, my też, kochana! (une biche to łania, ale w języku polskim to zwierzątko nie wchodzi raczej do repertuaru typowych pieszczotliwych określeń. Po francusku nie ma natomiast problemu z czułym zawołaniem „ma biche!”.)
J.: Czas skończyć z kompletnie zakrzepłymi tradycjami! Dlaczego w święta koniecznie trzeba spotykać się z rodziną? Dla mnie to wy jesteście rodziną! Nie pójdę do rodziców, no i co to tak naprawdę zmienia? Czy naprawdę potrzebujemy patrzeć na nasze rodziny upijające się pod koniec kolacji?
R.: Czy naprawdę potrzebujemy tych zupełnie bezosobowych prezentów?
C.: I czy naprawdę potrzebujemy porządnie się nażreć? (bouffer)

Czy z tej historii wypływa jakiś morał? Może taki, że warto sięgnąć po te komiksy, idealne do nauki potocznych wyrażeń i słownictwa. Co prawda chyba nie da się ich kupić w Polsce, ale w razie czego internet Was uratuje :) Jeśli nadal nie macie pomysłu na świąteczny prezent dla siebie samych, to jest jeszcze czas, żeby zalogować się na stronie jakiejś francuskiej księgarni... Tak naprawdę święta są jednak jedynie niewielkim fragmentem w (na swój sposób) barwnym życiu Joséphine. Znajdziecie tam również wiele innych typowo dziewczyńskich problemów: niesatysfakcjonująca praca, mniej bujne niż by się chciało życie towarzyskie, nieogolone nogi, brak kondycji fizycznej, brak pewności siebie, mówienie żenujących rzeczy, których się wcale nie myśli... Czujecie ten klimat? Jo jest postacią przerysowaną (i fajnie narysowaną), można więc z satysfakcją pomyśleć, że "ja taka nie jestem" (albo przynajmniej nie aż do tego stopnia), a resztę swej energii poświęcić na próby zrozumienia, co dokładnie mówią bohaterowie. Sama czytałam wszystkie części po dwa razy - raz ślizgając się po historyjkach, a drugi - z zaawansowanym słownikiem w ręku, spisując kolejne potoczne zwroty, których jest tam dosłownie zatrzęsienie. Bardzo polecam tego rodzaju ćwiczenie!

W międzyczasie polecam również penetrację pozostałych okienek kalendarza adwentowego, czają się w nich bowiem ciekawe notki, ewentualnie obietnice notek jeszcze nie opublikowanych - bądźcie czujni! Nie zapomnijcie też zjechać na sam dół notki, bo pod kalendarzem zostało jeszcze małe wyjaśnienie (pamiętacie, wyżej była gwiazdka odsyłająca) oraz miła niespodzianka od patrona akcji "Blogowanie pod jemiołą", czyli wydawnictwa PONS.
Image Map
*Podobno w którymś regionie Polski podczas wigilii podaje się zupę z migdałów. Gdy C. o tym usłyszała, zrobiła wielkie oczy, a jej twarz przybrała wyraz obrzydzenia. Oczywiście C. chciała się upewnić, czy dobrze zrozumiała, pokazała więc ręką rejony szyi. W ten sposób dowiedziałam się, że „les amygdales” to po francusku migdałki – niezbyt apetyczna część ciała, zupełnie nie nadająca się na zupę. Na szczęście okazało się, że ów posiłek przyrządzany jest ze słodkich migdałów, czyli „les amandes” - wszyscy mogli więc odetchnąć z ulgą.

Na zakończenie macie też rabat na zakupy i nie wahajcie się go używać: TUTAJ. Hasło to: 15PROBLOGOWANIEPODJEMIOLA (długie i trudne, ale za to skuteczne!).

14 komentarzy:

  1. Od siebie dodam, że na podstawie komiksu powstał w zeszłym roku film (recenzja TUTAJ). Nie wiedziałam go, ale słyszałam same dobre opinie.

    Poza tym to idealny sposób na naukę słówek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu jeszcze nie widziałam, ale oczywiście po lekturze komiksów zapragnęłam go zobaczyć :)

      Usuń
  2. Nie jestem fanką komiksów, ale lubię takie postaci w filmach czy książkach jak Jo, którą opisujesz :) Dzięki za tłumaczenie dymków. No i anegdota na koniec - boska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce rynek komiksów jest bardzo ubogi, więc trudno znaleźć coś interesującego dla siebie; ja też poza Kaczorem Donaldem czytanym w dzieciństwie nie miałam do niedawna za bardzo kontaktu z komiksami. Za to we Francji można się zgubić w księgarni choćby na samym dziale komiksowym - ale za to można tam znaleźć sporo ciekawych tytułów, nie tylko z serii o Thorgalu :) Już niedługo pojawi się u mnie recenzja innego mojego francuskiego nabytku komiksowego :)

      Usuń
    2. Et tu n'as pas encore lu tous les albums de ma bibliothèque personnelle! Il te reste Le chat du rabin (Sfar), Poulet aux prunes (Satrapi), etc.

      Zupa Migdałowa

      Usuń
    3. Je hâte de les lire! :)

      Et j'adore ton pseudo :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ale że skąd mam Józefinę?:P Jedną dostałam na wcześniejszy prezent świąteczny, resztę pożyczyłam :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Hihi, ale to nie o Tobie, nie myśl sobie!:P

      Usuń
  5. uwielbiam komiksy! ten musi być super! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę poszukać tego komiksu! Moim uczniom na pewno się spodoba, tak samo (a może nawet bardziej) jak mi!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle dobroci mnie ominęło! Ale z drugiej strony mam teraz czas, żeby na spokojnie nadrabiać jemiołowe wpisy.

    Skusiłaś mnie tą Jo, chętnie sobie sprawię pierwszy tom, żeby zobaczyć jak to wygląda i załamać się, ile jeszcze przede mną nauki. Swoją drogą, dlaczego Francuzi tak namiętnie wszędzie wciskają "pisaną" czcionkę? Zdaje się, że szwajcarska blogerka żyjąca i pisząca o Polsce (zapomniałam jak się nazywa), też robi komiksy w tym stylu. Trochę szkoda, bo zamiast skupiać się na treści/nowych słowach muszę wytężać wzrok i starać się rozczytać "ręcznie pisane" literki. Dzięki za wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z tym ręcznie pisanym francuskim to i ja mam problemy! Ten blog o którym wspominasz to zapewne http://pilulespolonaises.blogspot.com/ - szkoda że ostatnio tak rzadko coś nowego się na nim pojawia, ale wklejam linka, w razie gdyby ktoś jeszcze o nim nie słyszał :)

      Usuń