sobota, 28 listopada 2015

Perwersyjne zabawy z fonetyką, mały koliber i Zaz.

Według indiańskiej legendy, pewnego dnia w lesie wybuchł wielki pożar. Wszystkie zwierzęta przyglądały się temu, przerażone i bezsilne. Tylko jeden mały koliber zaczął przynosić w swoim dziobie po kilka kropel wody i zrzucać je na płomienie. W pewnej chwili pancernik, rozdrażniony tym bzdurnym zachowaniem, powiedział: „Kolibrze, oszalałeś? Kroplami wody nie ugasisz pożaru!” Koliber mu odpowiedział: „Wiem, ale robię to, co do mnie należy”.

Prosta opowieść, prawda?

A teraz wyobraźcie sobie, że jesteście Francuzami, umiecie powiedzieć po polsku zaledwie „dzień dobry” i ktoś Wam właśnie dał do przeczytania na głos takie oto zdanie:
 
Vèdwouk inndillagniskièill lèghèndey, pèvnègo dnia v lèchiè veubou'hw vjèlkille pogeare...

Jeśli macie pod ręką jakiegoś prawdziwego Francuza, to możecie nawet przetestować na nim, na ile udało mi się trafić w odpowiednie dźwięki z tą makabrycznie wyglądającą transkrypcją. Jeśli brak u Was żywych Francuzów na horyzoncie, pomocny może okazać się Mathieu, syntezator mowy.
Do popełnienia takiego fonetycznego koszmarka zainspirowała mnie ostatnio sama Zaz, która na swoim koncercie w Warszawie najpierw przedstawiła powyższą legendę w języku francuskim, a następnie próbowała odczytać ją w polskiej wersji językowej. Było to niezwykle urocze i zostało entuzjastycznie przyjęte przez publiczność, mimo iż nic nie zrozumieliśmy :) Żałuję że nie pomyślałam w porę, by po koncercie podejść na scenę i sfotografować przyklejoną do podłogi ściągę, bo nie wątpię, że byłaby to niezwykle cenna zdobycz językowa i łakomy kąsek dla Czytelników niniejszego blogaska. Ale mam nadzieję, że moje próby kaleczenia języka polskiego również Wam się spodobały!

Próbując zapisać polskie słowa za pomocą takich grup liter, by odczytane przez Francuza zgodnie z jego zasadami wymowy doprowadziły do wyprodukowania dźwięków przypominających język polski, przyszło mi do głowy parę prostych prawd i jeden pomysł:


Już nie raz odnosiłam się do krążącego po świecie przesądu, że francuska wymowa jest trudna, ponieważ jest DZIWNA. Owszem, jest inna, niż polska, ale można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością założyć, że francuskie „ou” przeczytamy tak jak polskie „u”, francuskie „en” mniej więcej jak „ę”, „ill” jak „ij”, i tak dalej, i tak dalej. Odrobina wprawy i każdy da radę przeczytać samodzielnie francuskie słowa, których wcześniej w życiu na oczy nie widział, i nie będzie musiał w tym celu wertować słownika w poszukiwaniu zapisu fonetycznego. Czy możecie to samo powiedzieć o języku angielskim?

Na marginesie, Justyna pisała kiedyś na swoim blogu o wymowie francuskiego „u”, więc jeśli macie z tym problem, to zajrzyjcie do niej.


Stawianie wymowy polskiej za wzór normalności może zostać potraktowane przez obcokrajowców jako skrajne szaleństwo. Jak przeczytać słowo „skrzypce”? Skzips? Co to w ogóle jest? Poza tym w języku polskim istnieje kilka dźwięków, które nie mają swojego odpowiednika w wymowie francuskiej. Nie chodzi tylko o owo słynne bezdźwięczne „h”, z którym da się jakoś osłuchać jeszcze przy nauce angielskiego, ale na przykład samogłoska „y” to stęknięcie, które nie ma sobie równych w języku francuskim, choć porównywane do dźwięku [ə] – ale wymowa słów „biały” i „białe” dla francuskiego ucha jest praktycznie identyczna. Nie mówiąc już o naszych słynnych szelestach, „sz” i „ś”, które upraszcza się do zapisu jako [ʃ]. No przecież mówię, szaleństwo.


Jak wiadomo, zapisywanie francuskich i w ogóle obcojęzycznych słów „po polsku” jest przestępstwem karanym chłostą, a może nawet oceną niedostateczną, jeśli nauczyciel ma zły dzień. Penalizacja ta jest najzupełniej słuszna, bo nabranie złych nawyków ortograficznych może później powodować problemy z prawidłowym zapisem słyszanych słów, no i oddala nas od przyzwyczajenia się, że na widok pewnej grupy liter myślimy o odpowiadającym mu dźwięku.
Na szczęście mając język polski za język ojczysty nie musimy się martwić, że nagle nabierzemy złych nawyków, jeśli pozwolimy sobie raz czy dwa na następujące ćwiczenia:
1. Bierzemy kilka zdań w języku polskim – może być to na przykład legenda, którą nadgryzłam powyżej, albo jakikolwiek inny tekst. Sięgamy po ściągę z zasadami francuskiej fonetyki, dostępną gdzieś na początku Waszych podręczników do francuskiego, ewentualnie w internecie i próbujemy zapisać polskie słowa w wersji „francuskiej”, czyli tak, jak w przykładzie stworzonym przeze mnie na początku niniejszej notki. Weryfikujemy rezultat za pomocą syntezatora mowy.
2. Zamieniamy się wynikami naszej pracy z kolegą i wczuwając się w rolę Francuza próbujemy przeczytać na głos spreparowany dla naszych potrzeb „polski” tekst.

Ja sama przygotowując mój przykład bardzo dobrze się bawiłam, choć nie było to wcale takie proste! Najtrudniej było z „g” w słowie „legendy” (jak sprawić, żeby nie wyszło z tego „ż” albo „gu”?), igrek w tym samym słowie też nie był bułką z masłem, ale za to przyznacie, że dźwięk „h” i w ogóle zapis słowa „wybuchł” wygląda wspaniale :)

Oczywiście nie liczcie na to, że za pomocą powyższego ćwiczenia nie nauczycie się idealnej wymowy francuskiego, ale tak naprawdę jego cel jest trochę inny. Ma ono sprawić, że poczujecie na własnej skórze, że francuska fonetyka naprawdę ma zasady, do których tylko trzeba się przyzwyczaić. Ot, taka zabawa, intelektualna igraszka, kropelka na miarę małego kolibra...



No bo wracając do kolibra, to chyba Wam nie wspomniałam, że koncert Zaz był naprawdę super! Zupełnie przypadkiem okazałam się być jedną z tych psychofanek, które przychodzą na koncerty dużo za wcześnie, żeby tylko ustawić się na początku kolejki (dobrym patentem jest nieupewnienie się, o której faktycznie zaczyna się wpuszczanie na halę). Godzina marznięcia została jednak zrekompensowana miejscówką pod samą sceną, więc zakończyłam marudzenie i dałam się porwać Zaz, która miała rewelacyjny kontakt z publicznością – była też dość wymagająca, kręciła nosem na zbyt ciche powtarzanie zadawanych nam melodii i cisnęła nas, dopóki nie wydaliśmy z siebie zadowalających ją dźwięków. W połączeniu z piękną scenografią paryskich dachów, kolorowymi światłami, wygłupami na scenie i jazzowym klimatem... to się nie mogło nie udać :) Powiem Wam, że na powrót czuję się trochę zainspirowana francuskim.



4 komentarze:

  1. Je suis contente de voir que tu as retrouvé un peu de motivation.
    Parmi les mots imprononçables, tu as oublié skrzyżowania et chrześcijański ;-)

    Tfoja Frantsuzetchka

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne! Na takie fonetyczne zabawy jestem jeszcze za słaba, ale rzeczywiście warto pamiętać, że dla Francuza język polski również nie będzie łatwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to właśnie ma być zabawa, żeby swoją wiedzę o fonetyce nieco polepszyć i uporządkować, więc nie ma, że za słaba :) Mam nadzieję, że jednak spróbujesz, może akurat Ci się spodoba :)

      Usuń
    2. hmm no dobra, chyba mnie przekonałaś :D zobaczymy co z tego wyjdzie :)

      Usuń