wtorek, 2 października 2012

French in Action - zanurz się we francuskim :)



Dziś chciałabym szerzej opowiedzieć o kursie francuskiego, który jest jednym z najbardziej stałych elementów mojej nauki. Do niektórych kursów zaglądam od czasu do czasu, bywa, że tylko wyrywkowo, niektóre porzucam, gdy mi się znudzą, natomiast ten jest na tyle interesujący i moim zdaniem skuteczny, że bardzo chętnie przechodzę przez kolejne lekcje.

Zanim jednak przejdę do szerszej charakterystyki programu „French in Action”, wyjaśnię tylko, że mój sposób nauki zakłada uczenie się tych samych zagadnień z kilku różnych źródeł. W ten sposób nie nudzę się powtórkami tego samego materiału, a jednocześnie przypominam sobie to, co już kiedyś poznałam. Nie robię jednak tak, że jeśli uczę się np. czasu przeszłego, to we wszystkich kursach przerabiam równolegle czas przeszły – to by było nużące, a jednocześnie zbyt skomplikowane organizacyjnie. Mam kilka (zróżnicowanych konstrukcyjnie i tematycznie) kursów, które po prostu po kolei przechodzę; do nich należy m.in. „Grammaire en dialogues”, „Coffee Break French”, ostatnio również kurs LANGMaster, no i właśnie towarzyszący mi niemal od samego początku mojej nowej przygody z francuskim – „French in Action”, który daje mi naprawdę bardzo dużo radości przy nauce. Myślę, że skupienie się wyłącznie na jednym z tych kursów nie przyniosłoby pożądanych efektów, a na pewno nie bez żmudnych powtórek i uczenia się na pamięć z notatek.

No dobrze, to o co chodzi w tym całym francuskim w akcji?
„French in Action” to kurs złożony z 52 krótkich, około półgodzinnych filmów, a właściwie odcinków pewnej historii, następnie komentowanej przez nauczyciela. Twórcą całej serii jest niejaki Pierre Capretz z Uniwersytetu Yale, którego metoda zakłada pełne zanurzenie się w języku francuskim – dlatego oglądając kolejne odcinki słyszymy wyłącznie język francuski. Jedynie pierwszy odcinek, typowo techniczny, wyjaśniający założenia tego sposobu nauczania, jest po angielsku.

Odcinki podzielone są na pewne stałe elementy (choć na pewnych etapach zachodzą zmiany w tej kompozycji): najpierw zajęcia z uczniami w klasie, później krótka historia o paryżance Mireille i gładkolicym chłopcu z Ameryki – Robercie, następnie zaś wyjaśnienie krok po kroku obejrzanych scen, wytłumaczenie kluczowych słów, czasem graficzne ich zobrazowanie przez profesora. Na koniec, tytułem krotochwilki, krótka scenka kukiełkowa, na modłę francuskich teatrzyków ulicznych. 

Co jest wyjątkowego w tym programie? Kilka rzeczy. Po pierwsze jest ciekawy, przyjemny w odbiorze, historia opowiedziana jest z humorem i trochę z przymrużeniem oka (Robert robi naprawdę cielęce miny, a Mireille bezwstydnie paraduje bez stanika, co podobno budziło kontrowersje wśród widzów). Po drugie, ciągle słyszymy nowo poznane słowa i zwroty w różnych sytuacjach, w różnych kontekstach i wbijają nam się one do głowy o wiele lepiej, niż gdybyśmy je sami sobie odczytywali po kilkadziesiąt razy, zwłaszcza że pojawiają się one w połączeniu z obrazkami, zdjęciami, słyszymy je we fragmentach wyciętych z prawdziwych francuskich filmów. Po trzecie, francuski w tym programie jest pełen skrótów, idiomów i wyrażeń potocznych, a więc taki, który spotkamy w prawdziwym życiu, jeśli kiedyś wybierzemy się do francuskojęzycznego kraju. 

Natomiast na podstawie samych filmów można poznać jedynie najbardziej niezbędne podstawy kolejnych konstrukcji gramatycznych, więc w tym zakresie konieczne jest uzupełnianie swojej wiedzy z innych źródeł.
Oprócz filmów video do nauki potrzebny jest również textbook, w którym znajdują się transkrypcje dialogów. Dotyczy to jednak wyłącznie początkowej części każdego odcinka, czyli głównie do historii Mireille i Roberta. Nie ma tam natomiast skryptów z tego, co następnie tłumaczy profesor. Poza tym metoda Capretza przewiduje również korzystanie z zeszytu ćwiczeń, którego jednak nie posiadam, więc nie mogę się na jego temat wypowiedzieć. Opowiem jednak pokrótce, jak wygląda moja nauka z tym programem.

Kilka pierwszych odcinków to same podstawy języka, a więc coś, co niekoniecznie budzi ogromne zainteresowanie – zwłaszcza osób, które już kiedyś choć trochę uczyły się francuskiego. Warto jednak je obejrzeć choćby po to, by orientować się w początkach historii, którą będziemy później przez cały czas śledzić. Ja początkowe odcinki właśnie po prostu obejrzałam, a moja prawdziwa nauka zaczęła się dopiero później, mniej więcej od ósmego odcinka, kiedy to na dobre pojawia się Mireille i jej rodzina. 

Każdy następny odcinek oglądam dwa razy. Pierwszy raz po prostu, od początku do końca, starając się zrozumieć jak najwięcej – co często nie jest proste, bo o ile profesor mówi powoli i wyraźnie, o tyle Robert, a tym bardziej Mireille, śpieszą się i skracają co tylko się da. Natomiast za drugim razem symultanicznie oglądam i czytam skrypt, zatrzymując film, notując nieznane słówka i sprawdzając je w słowniku. Później robię również notatki z tej części, w której objaśniane są najważniejsze zagadnienia. Od mniej więcej piętnastego odcinka wprowadziłam sobie również kolejne ćwiczenie – zapisuję wszystko, co mówi profesor. Każde zdanie, po kolei, zatrzymując, cofając, odsłuchując kilka razy. W ten sposób tworzę własny skrypt z lekcji, a przy okazji odkrywam nowe słówka, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi, utrwalam pisownię i mam sto procent pewności, że wszystko zrozumiałam. Zajmuje to mnóstwo czasu, ale też daje dużo satysfakcji i po takim zanotowaniu wszystkiego czuję, że pewne wyrażenia bardzo mocno wyryły się w mojej pamięci. Oczywiście zgadzam się, że i bez tego można się nauczyć tego, co jest kwintesencją lekcji, ale to taki mój sposób na utrwalanie sobie tego, czego się uczę.

Naprawdę gorąco polecam ten program do nauki i zachęcam, by nie zrażać się początkowym brakiem zrozumienia, gdyż po jakimś czasie to zanurzenie się we francuskim naprawdę zaczyna dawać rezultaty. Oczywiście nie obejdzie się bez pracy ze słownikiem i bez ogarnięcia materiału z każdej lekcji, bo samo jednorazowe obejrzenie wszystkich odcinków pewnie nie przyniosłoby dużych efektów. Jednak przy odrobinie zaangażowania ten kurs potrafi być niezwykle przydatny i pozwala na osłuchanie się z francuskim.



Wszystkie odcinki można obejrzeć za darmo w Internecie, jedyny mankament jest taki, że ta opcja jest co do zasady dostępna tylko dla użytkowników znajdujących się w USA i Kanadzie. Na szczęście można je także znaleźć na Youtube, np. tutaj (choć nie mogę obiecać, że kiedyś stąd nie zniknie). Również textbook łatwo znaleźć, więc tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by od razu zabrać się do nauki :)




[Na zakończenie jak zwykle kilka słów o tym, jak się ostatnio uczyłam - nie trzeba tego czytać]
(wycięte) ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz