poniedziałek, 25 lutego 2013

Przerwy w nauce – czyli jak się zatrzymać, żeby się nie stoczyć.



Bywa i tak, że myśl o sięgnięciu po podręcznik nagle z jakiegoś powodu staje się wyjątkowo niemiła, a pomysł otwarcia zeszytu i zagłębienia się w gramatykę napawa niewysłowioną odrazą. Cóż wtedy począć? Uczyć się, czy się nie uczyć? A może by tak odłożyć to na później?

Od dawna na własnej skórze próbuję ustalić, jak uczyć się najefektywniej. Nie tylko z jakich materiałów korzystać, ale też z jaką częstotliwością zasiadać do książek i jak intensywnie się nad nimi pochylać  - oczywiście mój kręgosłup ma własne zdanie na ten temat. Wydaje mi się, że jak na razie mój sposób się sprawdza, gdyż widzę, jak duże postępy poczyniłam przez ostatnie jedenaście miesięcy (tak, tak, odliczam czas do magicznej bariery jednego roku, która oczywiście nic nie zmieni, ale na pewno stanie się swoistym punktem odniesienia); dlatego też przedstawię parę moich przemyśleń na temat ilości czasu spędzanego nad francuskim oraz – co właściwie zaprząta moją głową bardziej – czasu spędzanego w inny sposób.

Jak już z pewnością wspominałam, uczę się raczej intensywnie: staram się robić to codziennie po kilka godzin (pozwalają na to uroki mojego specyficznego trybu życia zawodowo-edukacyjnego), choć zdarzają się dni, kiedy mam inne sprawy na głowie i wtedy bez wyrzutów sumienia odpuszczam francuski, bo głównie założenie jest takie, że ma mi to sprawiać przyjemność i dawać satysfakcję, a nie być obowiązkiem. Poza tym mniej więcej raz w miesiącu trafia się tydzień, kiedy muszę bardziej się skupić na swojej pracy i wtedy też nie czuję się już na siłach by podejmować igraszki intelektualne z francuskim – mam po prostu pewien limit tego, ile mogę intensywnie myśleć jednego dnia ;)

Taka jedno- lub kilkudniowa przymusowa przerwa nie wyrządza w mojej pamięci żadnych zauważalnych szkód i z jeszcze większą ochotą wracam po niej do nauki. Gorzej, gdy nie mam żadnych pilnych spraw i po prostu odkrywam, że nie – nie chce mi się. Nie mam ochoty, wolę poczytać książkę, porobić cokolwiek innego, już mi się znudziło. Oto i straszne spostrzeżenie – po prostu już mi się znudziło. Gdy pierwszy raz tak pomyślałam, trochę się przestraszyłam, że po raz kolejny okazało się, że mam słomiany zapał i że zaraz zaprzepaszczę wszystko, co wypracowałam przez ostatnie miesiące. Sytuacja została jednak opanowana – poniżej dzielę się instrukcją postępowania w takich sytuacjach.

Co zrobić, gdy stwierdzamy, że już nam się nie chce, a przecież kiedyś nam się chciało?
1. Nie wpadać w panikę.
2. Nie uczyć się. Robić to, na co ma się ochotę. Schować książki i zeszyty, nie myśleć o tym, że się coś tam powinno, ba, zabronić sobie sięgać po podręcznik.
3. Nadal robić inne rzeczy, wyzbyć się presji i poczucia winy. Skoro się nie ma ochoty, to nauka i tak nie byłaby zbyt efektywna.
4. W oczekiwaniu, aż zatęsknimy za francuskim (czy jakimkolwiek innym językiem) utrzymywać z nim stały, niezobowiązujący kontakt.
5. Po jakimś czasie sprawdzić, czy znowu mamy ochotę na trochę podręcznikowej teorii.

Jak się łatwo domyślić, w całym tym planie najważniejszy jest punkt czwarty – jego zadaniem jest bowiem sprawienie, żebyśmy nie odzwyczaili się od języka. Nie gwarantuje on wcale, że nic nie pozapominamy z tego, czego się do tej pory nauczyliśmy, ale na pewno pozwoli zminimalizować straty, a także ułatwi późniejszy powrót do intensywnej nauki. 

Jak zatem utrzymać ów kontakt? Bardzo prosto, a to:
1. Włączając radio. Niedawno spotkałam się gdzieś z propozycją, żeby słyszeć je cały czas, nawet jeśli nic się nie rozumie (akceptuję) i nawet jeśli skupia się na czymś innym, np. czyta książkę, ogląda film – z czym jednak ciężko mi się zgodzić, bo w takiej sytuacji radio będzie mi przeszkadzać w tym, na czym się akurat skupiam. Nie popadam więc w takie skrajności, ale i tak codziennie słucham francuskiego radia – przy śniadaniu, gotowaniu, zmywaniu, sprzątaniu i wszystkich tych czynnościach, które nie wymagają ode mnie nadmiernego myślenia. Zwykle staram się skupiać i rozumieć, o czym mowa, ale czasem pozwalam mu po prostu „szumieć” w tle. Oprócz radia warto zaangażować też francuskie piosenki, które spełnią podobną rolę.

2. Przeglądając Internet. Gdy interesuje mnie jakiś temat, przeglądam nie tylko polskie, ale również francuskojęzyczne strony. Moje Google są już do tego stopnia wypaczone, że mimo polskich ustawień i preferencji na pierwszą stronę wyrzucają co najmniej połowę wyników po francusku – zwykle na nie wchodzę i przeczytam kawałek zanim sobie uświadomię, że nie wszystko rozumiem, bo to właśnie francuski :) Szczególnie często zdarza się to, gdy szukam przepisów kulinarnych i informacji o kosmetykach. Permanentna inwigilacja przez Google zostaje w tym wypadku usprawiedliwiona.

3. Czytając książki. Skoro nie mam ochoty się uczyć, tylko coś poczytać, to równie dobrze może to być coś po francusku. Niestety, rozwiązanie to ma kilka wad, bo książek, które naprawdę chcę przeczytać, nie jestem jak na razie w stanie zrozumieć inaczej, niż po polsku, ale jest i druga strona medalu – w obcym języku prosta literatura nie wydaje się aż tak prosta i słaba :) Zresztą, można znaleźć sobie coś, co jest zarazem proste i fajne (niech już nawet to będzie Mikołajek). Inną wadą jest to, że nie zawsze mamy dostęp do słownika (choć wspominałam już, że z tym problemem nieźle sobie radzi Kindle), ale przecież nie chodzi o to, żeby zrozumieć każde słowo.

4. Poszukując informacji o tym, jak się uczyć i jak uczą się inni. W moim przypadku to naprawdę motywuje, bo gdy poczytam wypowiedzi innych osób o tym, jak sobie radzą z nauką, od razu mam ochotę wrócić do podręczników. Czasem chcę wypróbować jakiś nowy sposób, a czasem myślę sobie: och, on już tyle umie a uczy się tyle i tyle, ja nie będę gorsza! :)

Powyższe metody mają jedną wspólną cechę – wykorzystuje się je niejako przy okazji, w międzyczasie, nie do końca świadomie, a już na pewno nie po to, żeby powtarzać gramatykę, rozbierać zdania na części, tłumaczyć cokolwiek i zapamiętywać (choć oczywiście tłumaczenie tego i owego jest dozwolone, jeśli czujemy taką potrzebę). Oczywiście nie są to jakieś odkrywcze sposoby, ale za to – skuteczne. Ja dorzucam do nich jeszcze jedną pozycję, którą również polecam – ale o tym będzie jeszcze osobny wpis.

5. Powtarzając słówka z programem Profesor Pierre Słownictwo 6.0. Jest to program, który jak na razie (a korzystam z niego od ponad miesiąca) najbardziej przypadł mi do serduszka jeśli chodzi o skuteczną naukę słownictwa. I z czystym sumieniem umieszczam go na liście aktywności nie stanowiących „prawdziwej” nauki, bo kluczem w korzystaniu z niego jest systematyczność, a nie natychmiastowe wykucie na pamięć, zaś każdego dnia powtórki i nauka słówek nie zajmują więcej niż pół godziny (mogą mniej). Można się więc z tym uporać w międzyczasie, zwłaszcza że Pierre sam ustala nam powtórki na dany dzień.

Zastanawiam się jeszcze cały czas, jak długo może trwać tego rodzaju „dieta”. Ja do tej pory nie przekroczyłam dwóch tygodni bez podręczników i notatek, ale myślę że zależy to od dwóch rzeczy: poziomu zaawansowania (im niższy poziom, tym krótsze powinny być przerwy) i zwykłej częstotliwości nauki (i znowu – im rzadziej mamy w zwyczaju się uczyć, na tym krótsze przerwy powinniśmy sobie pozwalać). Pewnie mają tu też znaczenie jakieś indywidualne predyspozycje. Ciekawa jestem, jakie odczucia mają w tym zakresie inne osoby uczące się języków? Czy robicie sobie przerwy, jak długie i czy odcinacie się wtedy kompletnie od tego języka? Czy trudno Wam potem wrócić do regularnej nauki i czy macie uczucie, że wszystko zapomnieliście, czy raczej, że wszystko Wam się poukładało i nabrało sensu?

8 komentarzy:

  1. Muszę wypróbować ten program :) a masz może jakieś rady gdy się tak serio nie chce na niskim poziomie (powinnam uczyć się codziennie, ale jakoś nie mogę się za to zabrać...), byłabym Ci bardzo wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nie ma uniwersalnej rady, trzeba sobie dostosować tryb nauki do własnych upodobań i charakteru :) Najważniejsze to znaleźć sposób, żeby zamienić "powinnam" na "mam ochotę". Potem trzeba znaleźć źródła, które polubisz, nie zanudzą Cię i łatwiej Ci będzie się motywować (mogę Ci polecić parę konkretnych rzeczy, od których ja zaczynałam albo widzę teraz, że można by było od nich zaczynać). Na pewno nie zaczynałabym od robienia sobie przerwy :) Raczej od zainteresowania się Francją i tamtejszą kulturą, tak żeby zapragnąć uzupełnić tę wiedzę znajomością języka, ewentualnie od znalezienia innego powodu, który Ci pasuje i który uzasadniłby systematyczność.

      No i jeszcze warto wyrzucić z głowy stereotyp, że francuski jest trudny. Ja uważam, że jest względnie łatwy (przynajmniej na początku), tylko ludzie na wstępie zrażają się różnicami w zapisie i wymowie, ale jak się już przez to przejdzie, to wg mnie jest dużo bardziej intuicyjny niż np. niemiecki.

      Ot, takie moje luźne przemyślenia na szybko :)

      Usuń
    2. Profesor Pierre najlepiej się przydaje jak się uczysz na jakimś kursie. Sam program bez innej metody nauki nie polecam (przynajmniej na początku nauki). Tak naprawdę przydaje się gdy trzeba się uczyć trudniejszych słówek.

      A sam język pod względem gramatycznym jest całkiem zbliżony do polskiego i wiele zdań można tłumaczyć dosłownie (w angielskim jest już z tym gorzej).

      Usuń
    3. Ja bym była bardzo wdzięczna za pomoc, ogólnie nie mam jakiejś niechęci do francuskiego, wydaje mi się być dość logiczny. Fakt, z wymową mam problemy, ale nad tym pracuję z moim chłopakiem, jednakże często odruchowo przechodzimy na angielski, bo tak łatwiej... Obecnie staram się oglądać rano wiadomości i bajki po francusku, kurs mam 2 razy w tygodniu, niby poziom B1, ale jakoś mało na nim robimy...

      Usuń
    4. tutaj mój mail: kaczkolot [at] gmail.com :)

      Usuń
  2. Tak jak napisałaś w nauce każdego języka ważny jest regularny kontakt. Jednak na naukę z podręcznika nie powinniśmy przeznaczać więcej 2-3 dni w tygodniu (3-5 h tygodniowo). Mózg też potrzebuje odpoczynku i lepiej go nie przeładowywać informacjami (no chyba, że się chce zakuć i zapomnieć ale w nauce języka nie o to chodzi).

    Dlatego warto czasem posłuchać zagranicznego radia choć z efektami bywa różnie, zależy czy jesteś "słuchowcem" czy też nie. Jednak w długim okresie (np. rok) wiele osób może zauważyć pewien progres, przede wszystkim poprawić swój akcent.

    Ja też mam problem z czytaniem książek więc pościągałem z neta takie lekturki pisane uproszczonym językiem, głównie pozycje literatury klasycznej ale też można znaleźć pozycje nieco młodszych pisarzy. Bo jak coś czytam to lubię wszystko rozumieć a nie tylko przelecieć po łepkach.

    A programy z serii Profesor Słownictwo polecam z całego serca. Ja już się bawię z tym programem od kilku lat (ponad 3000 nauczonych słówe i zdań) i praktycznie moją znajomość francuskiego zawdzięczam głównie Profesorowi Pierre'owi. Czekam na wpis o Profesorku to napiszę o nim dłuższy komentarz.

    Ja obecnie nie mam dnia przerwy bez nauki francuskiego. Profesor Pierre i Supermemo (program podobny do Profesora) mnie do tego skutecznie zmuszają :) Bo jak zrobię nawet dzień przerwy to następnego dnia musze pracować 2x dłużej. I bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tak obszerny komentarz :)
      Co do zasady zgadzam się, że nie wolno nadwyrężać sobie mózgu :) Ale pisząc o codziennej pracy z podręcznikiem trochę uprościłam sytuację, bo tak naprawdę korzystam równolegle z czterech podręczników na zbliżonym poziomie, które są diametralnie różnie ułożone (typowo szkolny kolorowy Alter Ego, książka Szypowskiej z Wiedzy Powszechnej, Grammaire en dialogues skupiający się tylko na gramatyce, od czasu do czasu jeszcze Vocabulaire en dialogues, choć teraz Pierre ją trochę wyparł), do tego dochodzą też kursy i zadania multimedialne, czyli French in Action, 3 sezon Coffee Break French, 7 jours sur la planete i sporo pomniejszych źródeł, po które sięgam tylko od czasu do czasu, dla urozmaicenia :) Bajki, radio i książki też pojawiają się regularnie, choć to właśnie zaliczam do rzeczy robionych przy okazji.
      Pewne informacje w tych kursach się powtarzają, ale dla mnie to dobry sposób na zapamiętanie ich bez wracania do tego samego rozdziału i kucia na pamięć. No i mózg nie czuje przeładowania i znudzenia, które na pewno pojawiłoby się, gdybym go zmuszała codziennie do kolejnej lekcji np. w Alter Ego.

      Usuń
    2. Ja generalnie nie jestem zwolennikiem korzystania z kilku kursów ale w twoim przypadku każda z książek inaczej podchodzi do nauki francuskiego i się mogą uzupełniać. A co do książek to tylko korzystam z testów do DELFa, który zamierzam zdawać aczkolwiek powinienem wrócić do klasycznych kursów bo gramatyka u mnie szwankuje.

      PS można prosić o wyłączenie w opcjach bloga wpisywanie kodów CAPTCHA?

      Usuń