środa, 1 kwietnia 2015

Wiosenny KONKURS z kokotą w tle - czyli akcja "Znajdź wielkanocne jajeczko".

Bądźmy poważni.

Jaki dzień mógłby być lepszy na rozpoczęcie nauki francuskiego, niż pierwszy kwietnia? Idealna wymówka, żeby w razie czego zasłonić się stwierdzeniem, że to był tylko taki żart, żadne tam solenne postanowienie, nic nie szkodzi, jeśli już następnego dnia zgaśnie nasz słomiany zapał. Tak właśnie myślałam sobie dokładnie trzy lata temu, otwierając po raz pierwszy przypadkowo wybrany podręcznik do podstaw francuskiej gramatyki, ale tym razem to rzeczywistość zakpiła sobie we mnie i wpędziła mnie w uzależnienie, którego oto jesteście świadkami. Więc wiecie, po prostu udawajcie, że wcale Wam nie zależy, a francuski sam wskoczy Wam do łóż... do głów, znaczy się.
Ażeby umilić jakoś to wskakiwanie, przygotowałam dla Was (wspólnie z autorami innych blogów językowych i kulturowych) parę atrakcyjnych nagród do zgarnięcia w naszym wiosennym konkursie. Główna nagroda to aż 300 zł na książki do nauki języków obcych w księgarni PONS (ufundowana przez to wydawnictwo) oraz roczna prenumerata czasopisma National Geographic (ufundowana przez autorów blogów biorących udział w akcji). Aby ją wygrać, należy uważnie przeczytać między innymi ten tutaj wpis i wyłapać zgniłe jajko, nie pasujące do wielkanocnego koszyczka – czyli jedno słowo nie pasujące do kontekstu – i zgłosić je do nas za pomocą specjalnej ankiety. Wygrywa ten, kto odszuka zgniłe jaja na największej ilości blogów – a przypomnę, że jest ich aż dwadzieścia jeden (pełna lista TUTAJ). Dzisiaj pojawiła się ostatnia seria wpisów, więc bierzcie się szybko do roboty, bo kto pierwszy ten dostaje najwięcej!



Odpowiedzi należy nadsyłać do 5 kwietnia za pomocą specjalnego formularza, który można wysłać TYLKO raz. Poczekajcie z jego wypełnianiem do czasu, kiedy wszystkie wpisy nie zostaną opublikowane (czyli do dnia 1 kwietnia włącznie). Formularz oraz dokładne zasady konkursowe znajdziecie TUTAJ. Koniecznie się z nimi zapoznajcie. Pod żadnym pozorem nie wymieniajcie jajeczek w komentarzach pod wpisem! 
Pamiętajcie, zgniłe jaja to nie literówki ani błędy stylistyczne (a więc szanse mają nie tylko puryści językowi!) ale słowa z tak zwanej "czapy", nie pasujące do kontekstu.

Na końcu wpisu znajdziecie też informację o dodatkowym konkursie tylko dla czytelników bloga "Uzależnienie od francuszczyzny", w którym można wygrać kolejne nagrody.

 KONIEC GADANIA, PONIŻEJ BĘDZIE JUŻ MERYTORYCZNIE  

No dobrze, wstęp był na tyle przydługi, że pewnie zastanawiacie się, o czym w ogóle będzie dzisiejsza notka. Nawiązując luźno do tematów wiosenno-świątecznych postaram się uniknąć odpowiedzi na pytanie, co było pierwsze – jajko czy kura – i opowiedzieć Wam parę słów o tym, gdzie we francuskim można odnaleźć kokotę. Stworzenie to bowiem na tyle interesujące, że pojawia się nie tylko w kurnikach i zamtuzach, ale też paru ciekawych wyrażeniach. Żeby nie myśleć z pustym brzuchem, zacznijmy od jedzenia. Gdybyście zastanawiali się, jak jeszcze można podać jajko, spróbujcie na modłę francuską przyrządzić „des œufs cocotte”. Przepis podstawowy jest niezwykle prosty:


Składniki na 4 porcje:
4 jajka
masło
śmietana
szczypior






Przydadzą się też 4 małe kokilki (po francusku un ramequin, a wcale nie une coquille), które smarujemy masłem, solimy i pieprzymy, wlewamy trochę śmietany (trochę więcej niż potrzeba żeby zakryć dno), a następnie wbijamy prostokątne jajko, byle ostrożnie, żeby nie naruszyć żółtka! Posypujemy szczypiorem, a następnie wstawiamy kokilki do jakiejś brytfanki czy innego naczynia, które można bez obaw wstawić do piekarnika – wypełniwszy je gorącą wodą mniej więcej do połowy kokilek (czyli robimy im le bain-marie, łaźnię wodną). Pieczemy w temperaturze 170 stopni przez około 6 minut, tylko tyle żeby białko się ścięło, a żółtko pozostało płynne. Bon appétit! Przepis ten można poprawiać i modyfikować wedle własnego uznania i fantazji, dodanie szynki, cukinii, papryki czy ziół nie będzie zbrodnią na klasycznym francuskim daniu, ale godną pochwały inwencją! 

Najedzona kokota to zadowolona kokota! Une cocotte to według Małego Roberta nie tylko kura, ale także une femme de mœurs légères, kobieta lekkich obyczajów, która nierzadko może się jednak skropić nielekką perfumą! Być może stąd wzięło się powiedzenie „sentir la cocotte”, czyli, kolokwialnie rzecz ujmując, zajeżdżać tanimi perfumami


Bardziej jednak zastanawia mnie, czy lekkość obyczajów kokoty nie przekłada się na wątpliwości co do miejsca, w które po śmierci miałaby trafić jej dusza... Pamiętacie taką zabawę „piekło-niebo”? Składało się z papieru coś na kształt gęby, której paszczę malowało się od wewnątrz na czerwono i niebiesko i otwierało na przemian, recytując jakąś wyliczankę albo po prostu do momentu, aż ktoś powie „stop!”. Gdy wypadło na niebieskie, dusza miała trafić do nieba, gdy na czerwone – powędrować w zgoła przeciwnym kierunku! No cóż, wśród Francuzów taka origamiczna gęba ma charakter o wiele mniej metafizyczny, laicki wręcz i nie służy makabrycznemu odgadywaniu pośmiertnych destynacji. „Cocotte en papier” ma wymiar bardziej rozrywkowy, wewnątrz należy umieścić np. różne zadania dla uczestników zabawy, a następnie poprosić ich o wybranie jakiejś cyfry. Po poruszeniu zabawką podaną ilość razy otworzy się ona na zadaniu do zrealizowania. Co to ma wspólnego z kurą? Nie wiadomo, może zadanie trafia się nam jak ślepej kurze ziarno?

Kończąc tę kokocią wyliczankę warto jeszcze wspomnieć o une cocotte-minute” czyli szybkowarze, którego nigdy w życiu nie dane mi było używać, mogę więc tylko wyobrażać sobie, że w ciągu minuty można w nim ugotować najbardziej zatwardziałą kurtyzanę. Albo kurkę. Albo cokolwiek. Kto z Was wie, do czego w ogóle służy szybkowar?

Powyższe pytanie nie jest jednak pytaniem konkursowym. Jeżeli interesuje Was wygranie jednej z poniższych książek, ufundowanych przez Wydawnictwo PONS, napiszcie w komentarzu, jakie jest Wasze ulubione obcojęzyczne (niekoniecznie francuskie!) słowo, złożone z innych słów, które tłumaczone dosłownie znaczą zupełnie co innego (np. angielski chrzan – horseradish – czyli końska rzodkiewka). Nie zapomnijcie zaproponować tłumaczenia, tak żebym na pewno zrozumiała :) Uzasadnienie nie jest konieczne, ale oczywiście mile widziane. Z odpowiedzi zgłaszanych do 8 kwietnia wybiorę taką, która spodoba mi się najbardziej i poinformuję o tym na blogu najpóźniej 11 kwietnia.




Do wyboru jedna z nagród: książka "Mów jak rodowity Francuz" albo "Gramatyka z ćwiczeniami - francuski", ufundowana przez Wydawnictwo PONS.
A dla wszystkich czytelników naszych blogów Wydawnictwo PONS zagwarantowało rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym pons.pl, ważny do 6 kwietnia, wystarczy podać hasło widoczne na poniższym obrazku:



 

26 komentarzy:

  1. mam jajeczko :) fajnie, że haslo konkursowe nie jest tak trudne :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ochhhh co za nerwy!!! Ankieta wysłana, nie mogłam wcześniej przyjść do domu i się denerwowałam, hihi, z tego co widzę, to nie będę pierwsza, ale może przynajmniej druga lub trzecia... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a co do konkursu: moje słówko to AGUAFIESTAS oznaczające osobę, która psuje zabawę, frajdę (niekoniecznie imprezę). AGUA - to woda, AGUAR - rozcieńczać, FIESTA - impreza, zabawa. Nie wiem czy to o to chodziło, ale się zgłaszam!! :) I ... ach mówić jak rodowity Francuz... Ale by było super!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, no oczywiście zapomniałam napisać, że mówię o języku HISZPAŃSKIM ;)

      Usuń
    2. Tak, m.in. o tego typu słowa chodziło :) Temat można potraktować swobodnie i szeroko :)

      Usuń
  4. słowo konkursowe: homesick. 'home" - dom, "sick" - chory. Można by przetłumaczyć jako "chory dom" a w praktyce to oznacza po prostu stęskniony za domem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z języka niemieckiego : Hals-Nasen-Ohren-Arzt = laryngolog , tłumacząc dokładnie "Lekarz od gardła, nosów i uszów"
    adiii98@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle, inteligentne przejścia między tematami, a wszystko ze szczyptą humoru. Tą kokotą z papieru zabiłaś mi niezłego ćwieka ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słówko konkursowe(z języka francuskiego): amuse-gueule. Jest to przekąska, coś na ząb. W dosłownym znaczeniu jest to "robienie dobrze"(amuse) swojej mordzie(gueule). :)
    uwielbiam to słówko! Zwłaszcza że jestem na "diecie" i często go używam :D
    Pozdrawiam, Kasia
    koti12354@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Tyle różnych rzeczy w jednym wpisie, jak to możliwe ;) Ja pozakonkursowo, ale z ciekawostką co do słów. Szwedzka kanapka, smörgås -> masło + gęś ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z hiszpańskiego : caradura - w znaczy tyle co osoba bezczelna, a dosłownie twarda (dura) twarz (cara).

    Z angielskiego przychodzi mi na mysl tylko airheaded , ktoś roztrzepany, głupi prosty a doslownie to z głową (head) w powietrzu (air) :)

    Pozdrawiam,
    Karolina
    czos sosnkowy at gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej super jest ten przepis na tą niby jajecznicę- mmmm pyszna:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam jeszcze jedno ciekawe słówko z języka niemieckiego . Po niemiecku "przełyk" to "Speiseröhre", czyli dosłownie tłumacząc "rura do potrawy". W końcu czymś musi się jedzenie przetransportować z jamy ustnej do żołądka (rurą:DD) hehe . Pozdrawiam Adrian �� adiii98@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. uwielbiam francuski właśnie za te słówka.. jak tutaj przyjechałam i uczyłam się liczb to szokiem było dla mnie ze 70 w języku francuskim jest to soixante dix czyli 60 plus 10, czy 80- quatre vingt, inne to mój znajomy chłopiec 5 letni mówił zawsze ze idzie robić rowerem co znaczyło : faire du vélo - po polsku jeździć na rowerze.. ale we francuskim jest słówko faire:P
    inne to ziemniaki- pomme de terre co znaczy jabłka z ziemi.. z kalafioru też się śmieliśmy- chou flers- w dosłownym tłumaczeniu kwiat kapusty.. inne które mnie rozśmieszyło to mettre au vert- znaczenie - zzielenieć czy wyjechać na zieloną trawkę.. .dla mnie samo mettre znaczy położyć czy umieścić a vert to zielone.. pozdrawiam daria aaaa mój e mail: daria_gj@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Przychodzą mi do głowy 2 słówka we francuskim :) pierwsze to le pot-de-vin czyli łapówka, co dosłownie można tłumaczyć jako garnek wina. Drugie słówko to le grain de beauté czyli pieprzyk, a dosłownie ziarno piękna. Oba są bardzo ciekawe ze względu na nieznane mi pochodzenie etymologiczne, zawsze gdy przyjdzie mi ich użyć to się uśmiecham ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny wpis, aż chyba pokuszę się o wypróbowanie przepisu na des œufs cocotte. Co do konkursu, jedyne, co przychodzi mi do głowy, to ''l'eau-de-vie'', na które kiedyś natknęłam się przypadkiem w słowniku. O nadanie alkoholowi nazwy ,,woda życia'' prędzej podejrzewałabym naszych rodaków niżeli Francuzów, a tutaj proszę, taka niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. W języku francuskim jest dość dużo taki słów :) Na jedno, ulubione trudno się zdecydować, ale mus to mus. :)
    abat-jour= abażur
    A osobo:
    abat- deszcz, ulewa / ścięcie
    jour- dzień
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie podoba się słówko croque-mort, które oznacza ponuraka, a tłumacząc oddzilnie mort to martwy a croquer to gryżć, chrupać :) Tak samo podobają mi się croque-monsieur i croque-madame ale te są już zupełnie czymś innym :)
    Pozdrawiam i zgłaszam się jeszcze do konkursu! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super blog i świetny w swojej prostocie przepis :) Pychotka!

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie urzeka "arc-en-ciel", co prawda po przełożeniu na polski jest to bardzo dosłowny opis tego, co widać na niebie, ale ja zawsze wyobrażam sobie, że po francusku tęcza to przejście do innego, magicznego świata, wystarczy przejść pod tym łukiem i jest się w jakiejś tajemniczej krainie :)
    mail: patch592@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja lubię słówko CHAUVE-SOURIS, które w języku francuskim oznacza nietoperza. Zawsze chce mi się z niego śmiać jak pomyślę o dosłownym tłumaczeniu. Wychodzi wtedy łysa mysz. Do dzisiaj nie wiem co wspólnego ma latający nietoperz z łysą myszą.
    Kolejnym ulubionym słówkiem, tym razem angielskim, jest HORSESHOE czyli podkowa. Mam nadzieję, że ten "koński bucik" przyniesie mi szczęście w konkursie.
    Pozdrawiam,
    Aga – niezapominajka123a@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. nazwisko Shakespeare (po polsku Szekspir) to: potrząsać dzidą

    OdpowiedzUsuń
  21. Wyniki dużego konkursu są tutaj: https://kulturowojezykowi.wordpress.com/2015/04/11/wyniki-wielkanocnego-konkursu/
    Wyniki małego konkursu podane są w kolejnym wpisie (11.04)

    OdpowiedzUsuń
  22. Po prośbie :)
    Ciebie nie ma, ale są Twoje archiwalne posty, do których wracamy.
    Może w wolnej chwili zainstalujesz wyszukiwarkę. Pliz, pliz, pliz :):)

    OdpowiedzUsuń