piątek, 6 września 2013

Notre Dame de Paris i wybrani Francuzi mojego życia.

Ostatnio cierpię na nadmiar weny, który zmusza mnie do pisania kolejnych notek na bloga i werbalizowania pojawiających się ciągle nowych pomysłów, chociaż jeszcze sporo starych czeka na swój moment. Skoro jednak poprzednio było sporo teoretyzowania i pouczania, to tym razem pora na coś lżejszego – czyli trochę muzyki i literatury, a wszystko przepasane, jakby wstęgą, odrobiną nostalgii i wspomnieniami z dzieciństwa.

Pamiętacie jak to się stało, że spośród tylu języków obcych wybraliście akurat ten jeden konkretny, któremu zaczęliście się poświęcać? Dlaczego właśnie ten, a nie inny kraj i jego kultura wysunęły się na pierwsze miejsce i w którym momencie to nastąpiło? Czasem próbuję odnaleźć w pamięci ten moment, w którym pojawiły się pierwsze przebłyski mojego późniejszego uzależnienia od francuszczyzny i uświadamiam sobie, że na pewno było to bardzo dawno temu, jeszcze w dzieciństwie. Pamiętam, że gdy odbywała się olimpiada w Atlancie (miałam wtedy dziewięć lat), wpadła mi w ucho Marsylianka i potem ciągle męczyłam mamę, żeby mi ją nuciła, a w międzyczasie lepiłam z plasteliny zawodników ozdobionych francuskimi flagami :) Później przy różnych okazjach zawsze chętnie kibicowałam Francuzom, niezależnie od dyscypliny, co może wskazywać na to, że szaleństwo zostało już we mnie zaszczepione. A pewnego dnia zobaczyłam w telewizji Marinę Anissinę i Gwendala Peizerat, jeżdżących na łyżwach do muzyki z Carminy Burany i zakochałam się – prawdopodobnie na równi w tej parze (gdzie ona często podnosiła jego!), i w ślicznym Gwendalu ;) Może nie był do końca w moim typie, ale rekompensował mi to uśmiechem, któremu nie można było się oprzeć. Zaczęłam więc śledzić ich karierę i z ogromną przyjemnością oglądałam ich występy – zwłaszcza te galowe, które odbywały się po zakończeniu kolejnych mistrzostw. I w ten sposób po raz pierwszy usłyszałam o „Notre Dame de Paris”. I właśnie po to był ten długi wstęp – by naprowadzić Was na temat tego musicalu, a wraz z nim na historię pewnego dzwonnika.

Jakość nagrania niestety pozostawia wiele do życzenia, ale mimo wszystko można spróbować poczuć to, co może czuć trzynastolatka oglądająca w telewizji w niedzielne popołudnie swoją ukochaną parę łyżwiarzy, chłonąca całą sobą historię nieszczęśliwej miłości paskudnego garbusa do pięknej cyganki (zwłaszcza gdy paskudny garbus jest tak piękny, jak ten tutaj!). Do mojej fascynacji łyżwami doszło w tamtej chwili jeszcze pragnienie, żeby jeszcze raz usłyszeć tę piosenkę, a najlepiej cały musical – co w czasach bez tak zasobnego Internetu jak dziś nie było wcale łatwe.

Niedługo po tym drogi moje i Gwendala się rozeszły (z tego co kojarzę, to po zdobyciu złota na olimpiadzie w 2002 przestali występować w zawodach), ale nie skończyła się moja fascynacja Francją i jej kulturą. A „Notre Dame de Paris” zawsze gdzieś tam mi siedziało z tyłu głowy i czasem przypominało, że warto by było bliżej się z nim zapoznać. I chociaż do tej pory nie miałam okazji obejrzeć tego spektaklu, to wielokrotnie słuchałam całej ścieżki dźwiękowej, teraz zaś chciałabym napisać parę słów na temat tej historii.

Jestem pewna, że wszyscy mniej więcej kojarzą dzwonnika Quasimodo i jego miłość do cyganki Esmeraldy – choćby za sprawą bajki Disney'a, której fabuła odbiega jednak znacząco od oryginału, czyli powieści Wiktora Hugo, a postaci są bardzo spłycone. Dlatego wszystkich tych, którzy tęsknią za złożonymi i wielopłaszczyznowymi charakterami chciałabym zachęcić do sięgnięcia po książkę „Katedra Marii Panny w Paryżu”. Tylko w ten sposób będziecie mogli poznać mężczyznę, który jest najwspanialszym czarnym charakterem, jaki do tej pory przewinął się przez moje życie – Klaudiusza Frollo.

To nie jest tak, że Frollo jest zły. Jest to człowiek który w całości poświęcił się Bogu i nauce, ale obok tego po śmierci rodziców zaopiekował się swym młodszym bratem, przygarnął też porzuconego pod drzwiami katedry małego Quasimodo. Archidiakon Frollo ma ludzkie uczucia, których nie zabiły w nim samotność ani surowa dyscyplina, którą sobie narzucił. I w pewnej chwili właśnie uczucia biorą nad nim górę, zaczynają nim miotać sprzeczne emocje, miłość, nienawiść, zachwyt i pogarda, a wszystko to za sprawą cygańskiej piękności, nieświadomej czaru jaki rzuciła tańcząc na placu przed katedrą. Powieść Hugo to wspaniała historia miłosna – jeśli ktoś lubi historie obficie zaprawione szaleństwem. Opisy tego, co w swoim wnętrzu przeżywa Frollo to moim zdaniem psychologiczny majstersztyk, a wyznanie miłosne w jego wykonaniu... Najlepiej przeczytajcie, jeśli jeszcze nie mieliście okazji.

A tymczasem zapraszam do wysłuchania i prześledzenia tekstu jednej piosenki z musicalu, który co do zasady jest dość wierny pierwowzorowi. Oto Quasimodo, Frollo i piękny Phoebus głoszą swoją miłość do Esmeraldy – każdy z nich na swój sposób, ale wszystkich ich łączy zachwyt nad urodą dziewczęcia i nieznośne pragnienie zerwania tego pięknego kwiatuszka.





Oczywiście rozpoczęłam swoją zabawę od próby spisania tekstu ze słuchu i przy okazji przekonałam się, że aktorzy wcale nie śpiewają aż tak wyraźnie, jak mi się wcześniej wydawało. Już w pierwszej zwrotce Garou zagiął mnie chociażby prostym „sa robe”, którego sama nijak tam nie mogłam usłyszeć :)
No, ale po kolei.

(Quasimodo)

Belle
C'est un mot qu'on dirait inventé pour elle
Quand elle danse et qu'elle met son corps à jour, tel
Un oiseau qui étend ses ailes pour s'envoler
Alors je sens l'enfer s'ouvrir sous mes pieds
J'ai posé mes yeux sous sa robe de gitane
A quoi me sert encore de prier Notre-Dame
Quel
Est celui qui lui jettera la première pierre
Celui-là ne mérite pas d'être sur terre
O Lucifer !
Oh ! Laisse-moi rien qu'une fois
Glisser mes doigts dans les cheveux d'Esméralda

Jako pierwszy swoje inwokacje rozpoczyna Quasimodo, który stwierdza, że słowo „piękna” zdaje się być wymyślone specjalnie dla Emeraldy. Pojawia się tu zwrot „on dirait que”, który w tym kontekście nie odnosi się do mówienia, ale właśnie do „wydawania się”.
Zaś Esmeralda, kiedy tańczy, ukazuje swoje ciało, a dokładniej mówiąc, wystawia je na światło dzienne (mettre son corps à jour). To ptaszyna, która rozkłada skrzydła żeby odlecieć, więc biedny garbus czuje, jak piekło rozwiera mu się pod stopami.
Później pojawia się wspomniana przeze mnie wyżej sukienka cyganki, a Quasimodo nabiera wątpliwości, po cóż ma jeszcze zanosić modły do Najświętszej Panienki. Targany miłością oświadcza, że ten, kto pierwszy rzuci kamieniem w dziewczynę, nie zasługuje na to, by dłużej stąpać po ziemi. Zrozpaczony garbus prosi Lucyfera: pozwól mi chociaż raz musnąć palcami włosy Esmeraldy.

Przyznacie, że ten poziom zaślepienia miłością jest już nieco creepy. A to dopiero początek, bo zaraz potem na scenę wkracza Frollo.

(Frollo)

Belle
Est-ce le diable qui s'est incarné en elle
Pour détourner mes yeux du Dieu éternel?
Qui a mis dans mon être ce désir charnel
Pour m'empêcher de regarder vers le Ciel
Elle porte en elle le péché originel,
La désirer fait-il de moi un criminel?
Celle
Qu'on prenait pour une fille de joie une fille de rien
Semble soudain porter la croix du genre humain
O Notre-Dame !
Oh ! laisse-moi rien qu'une fois
Pousser la porte du jardin d'Esméralda

Co do Klaudiusza to wyraźnie po nim widać, że nie przywykł do odczuwania tak przyziemnych uczuć jak pożądanie do kobiety i że nie umie sobie z tym poradzić. Zastanawia się zatem, czy Esmeralda nie jest przypadkiem diabłem wcielonym (le diable incarné) po to, żeby odwrócić jego oczy od nieskończonego Boga. Rozważa, czy to nie ów diabeł rozpalił w nim cielesne pożądanie (ce désir charnel), by Frollo nie patrzył w stronę Niebios (empêcher oznacza zakłócanie, przeszkadzanie).

Esmeralda nosi w sobie grzech pierworodny (le péché originel), którego nie należy mylić z brzoskwinią (la pêche), ani z łowieniem ryb (pêcher), bo występuje jednak między nimi pewna różnica nie tylko w znaczeniu, ale też w ortografii i w wymowie.

Pytanie do zastanowienia się: czy pożądanie Esmeraldy czyni z Frolla przestępcę? Frollo nie wie.

Natomiast Esmeralda, którą braliśmy dotąd za kobietę lekkich obyczajów (francuskie określenie „une fille de joie” jest zdecydowanie bardziej urocze, dosłownie oznacza bowiem córkę radości) i nic nie wartą (tak chyba należałoby rozumieć „une fille de rien”), nagle wydaje się nieść krzyż całego rodzaju ludzkiego. Frollo nie wyjaśnia, co dokładnie ma przez to na myśli, zwraca się natomiast do Najświętszej Panienki: Pozwól mi tylko jeden raz otworzyć bramy do ogrodu Esmeraldy. Używa przy tym czasownika „pousser”, który ma kilka nieco różnych znaczeń, w tym wypadku niewątpliwie chodzi o popychanie. Nic więcej nie trzeba tłumaczyć – no, może poza następną zwrotką.

(Phoebus)

Belle
Malgré ses grands yeux noirs qui vous ensorcellent
La demoiselle serait-elle encore pucelle ?
Quand ses mouvements me font voir monts et merveilles
Sous son jupon aux couleurs de l'arc-en-ciel
Ma dulcinée laissez-moi vous être infidèle
Avant de vous avoir mené jusqu'à l'autel
Quel
Est l'homme qui détournerait son regard d'elle
Sous peine d'être changé en statue de sel
O Fleur-de-Lys,
Je ne suis pas homme de foi
J'irai cueillir la fleur d'amour d'Esméralda

Ostatni w kolejce do wyznań, ale może wcale nie do serca cyganki, jest Phoebus i gdybyście nie wiedzieli, to z niego też jest niezłe ziółko. Ów dzielny żołnierz ma już bowiem narzeczoną, Fleur-de-Lys. Zastanawia się jednak (śpiewając, na moje ucho, miejscami dość niewyraźnie), czy pomimo swych wielkich i urzekających czarnych oczu Esmeralda pozostaje nadal dziewicą. To ważna kwestia, bo przecież swoimi ruchami cyganka obiecuje mu cuda nie do opisania. Phoebus odnosi się tutaj do wyrażenia „promettre monts et merveilles”, które na polski najlepiej byłoby chyba przełożyć jako obiecywanie złotych gór, czyli czegoś atrakcyjnego, ale nie do końca realnego i osiągalnego. Warto dodać, że owe cudowności kryją się pod halką (le jupon) koloru tęczy (l'arc-en-ciel, czyli łuk na niebie, proste).
Nasz żołnierzyk jest tak nabuzowany, że prosi swą narzeczoną (ma dulcinée tak, dobrze kojarzycie, to słowo pochodzi od donkiszotowej Dulcynei i oznacza ukochaną), by pozwoliła mu na tę małą niewierność, zanim ją zaprowadzi do ołtarza. Nawiasem mówiąc, słuchając tego fragmentu jeszcze przed przeczytaniem tekstu próbowałam zrozumieć, po cóż on zamierza prowadzić Fleur-de-Lys do hotelu (skoro to Esmeraldę chciałby zaciągnąć do łoża) i dopiero później zrozumiałam, że łatwo pomylić „l'autel” (ołtarz) i „l'hôtel” (hotel), które mają taką samą wymowę [otɛl]. Tak że, drogie dziewczęta, zawsze dokładnie się upewnijcie, gdzie Was chce zaprowadzić wybranek Waszego serca, bo możecie się srogo rozczarować.

Phoebus zastanawia się, czy jakikolwiek mężczyzna byłby w stanie odwrócić wzrok od tak pięknej kobiety (jak Esmeralda, nie jak Fleur-de-Lys), nawet „sous peine d'être changé en statue de sel” czyli pod karą obrócenia się w słup soli. Chłopak przyznaje się, że nie jest homme de foi” - dosłownie byłby to człowiek wiary, ale wydaje się, że w tym kontekście należałoby to rozumieć jako mężczyznę godnego zaufania, uczciwego. No cóż, przynajmniej tym razem jest szczery i z tą szczerością wyznaje, że zamierza zerwać kwiat miłości Esmeraldy.

Na koniec wszyscy trzej jeszcze raz śpiewają o patrzeniu się na sukienkę cyganki, o bezsensowności wznoszenia modłów do Najświętszej Panienki i wołają Lucyfera na pomoc, a my w tym czasie możemy się zastanowić, czy na miejscu Esmeraldy wybrałybyśmy upośledzonego brzydala, szalonego okrutnika czy łajdaka i wiarołomcę. Kurtyna.

Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę Was zainteresować tą historią i przy okazji może zachęcić do sięgnięcia po książkę. Nie muszę już chyba ostrzegać, że powieść Hugo nie jest słodką i czułą komedią romantyczną. Czasem ma się wrażenie, że autor przeniknął swoich bohaterów na wskroś i wyciągnął na wierzch wszystkie ich wady i ludzkie słabości, choć nie zapomniał przy tym wspomnieć o tych nielicznych, a zasługujących na szacunek jasnych stronach. I choć nie czyta się tego łatwo, zwłaszcza że w międzyczasie trzeba mieć jeszcze czas na obejrzenie z bliska średniowiecznego Paryża wraz z jego mrocznymi zakamarkami, to po lekturze ma się poczucie nasycenia bogatą i wartościową literaturą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz