niedziela, 20 października 2013

Witaj, Szkoło (Prawa Francuskiego)!

Pomysł ten chodził mi po głowie odkąd tylko wzięłam się na poważnie za francuski, a może nawet jeszcze wcześniej i tak sobie czekał, aż osiągnę poziom na tyle wysoki, żeby mieć jakieś szanse na przetrwanie w Szkole Prawa Francuskiego. Obecnie jest już zdecydowanie lepiej, niż rok temu w październiku, kiedy moje zdolności rozumienia opierały się raczej o intuicję, niż jakieś solidne podstawy, dlatego też postanowiłam stawić czoła składanym sobie przez tyle czasu obietnicom i naprawdę zapisać się na ów kurs – o którym zamierzam dzisiaj trochę opowiedzieć. Wyjaśniam od razu, że wszystko to, co napiszę poniżej, odnosi się do kursu organizowanego na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Z tego co wiem, to niektóre inne polskie uczelnie wyższe również organizują u siebie szkoły praw obcych, w tym również prawa francuskiego, jednak UJ wypada na ich tle dość konkurencyjnie chociażby z uwagi na koszt tej zabawy. Studenci tej uczelni płacą za całość jedynie 100 zł, zaś studenci innych uczelni i absolwenci muszą dopisać do tej kwoty jedno zero... Na innych uniwersytetach ceny są wyższe, wynoszą nawet po kilka tysięcy złotych, wydaje mi się też, że zakres programowy może być trochę inny.

Co to jest Szkoła Prawa Francuskiego?
Jest to kurs prowadzony w porozumieniu przez uniwersytet polski (UJ) i francuski (Université d'Orléans), który ma na celu przybliżenie słuchaczom systemu prawa francuskiego i jego instytucji. Składa się z jednego semestru lektoratu z języka prawniczego (dwa razy w tygodniu, wieczorem, po 1,5h) oraz dwóch semestrów wykładów merytorycznych, oczywiście w języku francuskim, prowadzonych w przeważającej części przez profesorów z Uniwersytetu w Orleanie. W ciągu tych dwóch semestrów wykłady odbywają się w sumie w ciągu ośmiu tygodni (harmonogram pojawia się na początku roku akademickiego, a następnie terminy te są przesuwane, tak żeby osoby z napiętymi kalendarzami mogły zgrzytać zębami gdy odkrywają, że będą musiały się nagle rozdwoić, jeśli chcą być na zajęciach). W sumie jest osiem przedmiotów (dotyczących głównie prawa konstytucyjnego, cywilnego i administracyjnego), a w związku z tym osiem nieobowiązkowych kolokwiów i osiem obowiązkowych egzaminów, wszystko oceniane na francuską modłę, czyli w skali dwudziestopunktowej. Każdy przedmiot przewidziany jest na 15 godzin, czyli w czasie takiego tygodniowego zjazdu trzeba sobie zarezerwować czas na wykłady codziennie od 15 do 18, a dwa razy jeszcze potem wytrwać na lektoracie. Za to jeśli uda nam się szczęśliwie zaliczyć wszystkie egzaminy (a podobno w każdej sesji egzaminy ze wszystkich pisze się jednego dnia – czyli w zimie dwa, a w lecie sześć...), to dostaniemy piękny dyplom ukończenia szkoły.

Co trzeba zrobić, żeby się dostać?
Procedura rekrutacyjna nie jest skomplikowana. Wystarczy złożyć wypełniony formularz i w kilku zdaniach napisać po francusku coś o swojej dotychczasowej karierze, planach zawodowych i o tym, dlaczego potrzebujemy SPF do szczęścia. Nie trzeba w żaden sposób udokumentować znajomości języka – ten wymóg pojawia się dopiero poziom wyżej, gdybyśmy chcieli brać udział w programie Master (czyli bronić francuską magisterkę).
Warto dodać, że zarówno lektorat jak i wykłady nie są ściśle reglamentowane, więc jeśli ktoś ma ochotę pojawić się jako wolny słuchacz, to zwykle znajdzie się dla niego miejsce na sali.

A dlaczego potrzebujemy SPF do szczęścia?
Na początek po to, żeby przyswoić trochę specjalistycznego słownictwa. W tym celu prowadzony jest lektorat, na którym przeważają prawnicy, ale jest też sporo romanistów, którzy muszą przy okazji przejść przyspieszony kurs polskiej terminologii prawniczej (chyba mało jest pasjonatów, którzy wcześniej z własnej woli wcześniej zagłębiali się w niuanse pozwalające rozróżnić na przykład własność, posiadanie i dzierżenie albo wykroczenia, występki i zbrodnie).

Osoby planujące karierę tłumacza przysięgłego mają szansę na tym kursie nie tylko nauczyć się prawniczych słówek, ale też wyrobić sobie jakieś wyobrażenie o systemie prawa i jego funkcjonowaniu. Z pewnością dobrze jest rozumieć sens tekstu, który się tłumaczy, a nie tylko mechanicznie przekładać na język obcy wszystkie te skomplikowane terminy.

Dla prawników strona językowa jest oczywiście równie ważna, a oprócz tego ukończenie kursu otwiera im drogę do udziału w programie Master en droit privé i uzyskanie francuskiego dyplomu magistra. To opcja szczególnie atrakcyjna dla wszystkich prawników, których przytłacza świadomość przywiązania tego zawodu do ziemi, na której obowiązuje wyuczony porządek prawny ;) Dlatego gdyby ktoś szukał możliwości wyjazdu za granicę i chciał tam pracować w swoim zawodzie, to na pewno przyda mu się taki dyplom. Można też rozważyć postaranie się o stypendium i robienie doktoratu we Francji.

Jak to wygląda w praktyce?
Na razie mam za sobą dopiero pierwszy cykl wykładów na temat wprowadzenia do francuskiego prawa konstytucyjnego, dlatego mogę podzielić się jedynie pierwszym wrażeniem. A jest ono bardzo pozytywne.
Przede wszystkim naprawdę fajnym doświadczeniem jest uczestniczenie w zajęciach po francusku, prowadzonych przez Francuza (więc bez żadnych polskich wtrąceń). Pierwszego dnia profesor jeszcze starał się pamiętać o tym, żeby mówić powoli i w możliwie najprostszy sposób, ale potem zaczął się rozpędzać i tempo i poziom skomplikowania właściwie nie odbiegały niczym od zwykłych wykładów, które miałam na studiach. Dlatego też obiektywnie oceniam poziom trudności tych zajęć jako stosunkowo wysoki i myślę, że trzeba znać francuski na przyzwoitym poziomie, żeby nadążyć za wykładowcą. Ja sama byłam zaskoczona, jak dużo dziwnych słów znam i rozumiem, bardzo pomocna jest też znajomość tematyki, której dotyczą zajęcia, ale i tak początkowo jednoczesne notowanie i słuchanie wydawało mi się niemal nie do pogodzenia. Dopiero po jakimś czasie mój mózg się wkręcił w nieustający francuski, pewne podstawowe słowa zapadły na dobre w pamięć i zaczęłam jakoś ogarniać notowanie. Przydatne okazało się przy tym nie zważanie na błędy ortograficzne (żeby nie stracić wątku) i nie notowanie słowo w słowo za prowadzącym (co nie jest takie łatwe, gdy własnych słów często brakuje). Cóż, nie są to najbardziej kompletne notatki, jakie zrobiłam w życiu, ale od czegoś trzeba było zacząć.

Zajęcia te nie dają za bardzo możliwości do ćwiczenia mówienia. Oczywiście profesor zadaje czasem pytania, ale wówczas odzywają się osoby, które po prostu dobrze mówią i potrafią wyrazić swoje opinie i wątpliwości. Wydaje się, że nie ma tam miejsca na pocieszne dukanie w celu polepszenia swojej wymowy ;) Na lektoracie też przeważa nauka słownictwa, nie ma żadnego odpytywania, nie są też przewidziane objaśnienia gramatyki, a jedynie praca na tekstach prawniczych, przepisach i orzecznictwie. Za to na egzaminach będzie można wykazać się umiejętnością pisania, gdyż zwykle pojawiają się na nich pytania otwarte.

Jeśli chodzi o tematykę wykładów, to dla mnie była ona dość ciekawa i niezbyt wymagająca (jak to zwykle na kursach mających w nazwie słowo „wprowadzenie”), ale obawiam się, że to moje przywiązanie do francuskiego i obcowanie z prawem na co dzień mogło mi zaciemnić obraz ;) Sporo rzeczy było bardzo podobnych do polskich uregulowań, o Monteskiuszu i Locke'u coś tam było na doktrynach politycznych, a o francuskich konstytucjach to i owo pamięta się jeszcze z lekcji historii. Pojawiło się też jednak sporo ciekawostek. Najbardziej zainteresowały mnie chyba sposoby nabywania francuskiego obywatelstwa, bo zawsze wydawało mi się, że we Francji, tak jak w Polsce, obowiązuje prawo krwi. I owszem, ale jak się okazuje, nie tylko. Czasem wystarczy urodzić się we Francji, jeśli jeden z rodziców jest Francuzem, albo nawet nie jest, ale też urodził się we Francji, albo nawet i to nie, o ile mieszka się na terytorium tego kraju przez odpowiednio długi czas. Poza tym małżeństwo z Francuzem też jeszcze nie załatwia sprawy – trzeba z nim później wytrzymać co najmniej cztery lata... No ale nie będę Was zanudzać szczegółami :)

Kolejną pozytywną stroną SPF jest możliwość spotkania ludzi, którzy uczą się francuskiego albo wręcz ich pasją są języki obce. Przyznaję że liczę na to, że będę mogła z kimś pokonwersować i zrobić w końcu widoczne postępy jeśli chodzi o mówienie.

Jeśli interesują Was jakieś szczegóły dotyczące Szkoły Prawa Francuskiego, to piszcie, postaram się wyjaśnić wszystko najlepiej jak potrafię. Myślę że jeszcze parę razy pojawią się na tym blogu moje wrażenia z kolejnych przedmiotów i ogólne podsumowanie w okolicach wakacji. Następne wykłady już w listopadzie, a wraz z nimi nowy profesor - miejmy nadzieję, że mówiący równie wyraźnie, jak ten ostatni :)


10 komentarzy:

  1. Łał, brzmi bardzo ciekawie, jeśli kiedykolwiek powstałoby gdzieś blisko mnie coś takiego w kontekście szwedzkiego i Szwecji, to na pewno bym się na to pisała! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że się udało :) Moje gratulacje! Mam 2 pytanka : jak liczne są grupy? czy przeważają studenci romanistyki czy prawa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jedna grupa, która liczy około 40 osób. Obecność nie jest obowiązkowa, więc zwykle jest ich mniej, niektórzy przychodzą później albo wychodzą przed końcem, bo też większość już pracuje.

      Wydaje mi się, że większość to prawnicy. Studentów romanistyki jest sporo na lektoracie (który można zdawać osobno i wtedy chyba nic się nie płaci), ale jeżeli chodzi o wstęp do prawa francuskiego, to na razie wykryłam tam tylko jedną taką osobę :)

      Usuń
    2. a nie, jednak dwie, ale druga jest równocześnie z prawa :)

      Usuń
  3. Na jakim poziome trzeba znać język wg. skali Rady Europey od A1 do C2?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma oficjalnego wymogu co do poziomu, natomiast rekomendowany jest poziom B2.
      Oceniam siebie jako osobę znajdującą się na przełomie B1/B2 i stwierdzam, że to absolutne minimum, przy czym trzeba już być porządnie osłuchanym z francuskim i mieć dość bogaty zasób słownictwa (przynajmniej bierny). Zajęcia to głównie słuchanie i notowanie, a egzaminy są w formie wypowiedzi pisemnej, więc płynne mówienie nie jest aż tak bardzo konieczne, ale jednak trzeba już jakoś umieć formułować myśli żeby je przelać na papier.

      Usuń
  4. Świetnie, że jest taka szkoła w Polsce :). Byłam kiedyś gościnnie na jednym wykładzie z prawa (chyba) amerykańskiego na UW i muszę przyznać, że było bardzo ciekawie, a sala pękała w szwach. Powodzenia w nauce i na egzaminach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za odpowiedź i gratuluję bardzo inspirującego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję za opis! Pomógł mi on oswoić się z tym co będzie potem i jak wygląda ten kurs! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciszę się, że wpis się na coś przydał :) polecam też drugą część, napisaną już po zakończeniu kursu (do wyszukania pod tagiem "szkoła prawa francuskiego")

      Usuń