Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuski ze słyszenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuski ze słyszenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 listopada 2015

Perwersyjne zabawy z fonetyką, mały koliber i Zaz.

Według indiańskiej legendy, pewnego dnia w lesie wybuchł wielki pożar. Wszystkie zwierzęta przyglądały się temu, przerażone i bezsilne. Tylko jeden mały koliber zaczął przynosić w swoim dziobie po kilka kropel wody i zrzucać je na płomienie. W pewnej chwili pancernik, rozdrażniony tym bzdurnym zachowaniem, powiedział: „Kolibrze, oszalałeś? Kroplami wody nie ugasisz pożaru!” Koliber mu odpowiedział: „Wiem, ale robię to, co do mnie należy”.

Prosta opowieść, prawda?

A teraz wyobraźcie sobie, że jesteście Francuzami, umiecie powiedzieć po polsku zaledwie „dzień dobry” i ktoś Wam właśnie dał do przeczytania na głos takie oto zdanie:

sobota, 13 grudnia 2014

Le bal des vampires - jak to się robi po francusku.

O międzylądowaniu w Paryżu myślałam bez entuzjazmu: miasto zwiedzone dawno temu, znajomi odwiedzeni trzy miesiące wcześniej, w dodatku posmakowałam już ongiś tego Paryża w listopadzie, wieje tam i zimno, ot co. Niestety, linie lotnicze świata sprzysięgły się akurat przeciwko mnie i wymienione miasto okazywało się być najtańszą i najdogodniejszą opcją w drodze do Bordeaux (o tej podróży też wkrótce napiszę coś na blogu). Uległam więc. A już parę dni po kupieniu biletów zaczęłam z niecierpliwością przebierać nóżkami i czekać na ten Paryż jak na księcia z bajki.

Albo raczej na hrabiego czekałam, choć z bajki cokolwiek mrocznej. Wpadłam bowiem na doskonały pomysł, by podczas pobytu w owej stolicy mody wybadać, co się obecnie nosi na balach u wampirów. Jeden z nich był akurat wyprawiany w teatrze Mogador, zdobyłam więc bilet i przy okazji popytałam tu i ówdzie kto zacz, ten hrabia von Krolock. Powiadają, że łotr, uwodziciel i bestia, więc moje dziewczęce serduszko zadrżało z lęku i z podekscytowania zarazem.

niedziela, 27 kwietnia 2014

5 francuskich hiciorów ze szwajcarskiego radia.

W czasach, kiedy jeszcze nie szło mi najlepiej rozumienie ze słuchu, francuskojęzyczne radio było dla mnie bardzo istotnym narzędziem nauki, jak również nieodłącznym dodatkiem do takich przedmiotów jak miotła i zmywak. Wówczas najbardziej interesowały mnie stacje, w których było dużo gadania, a mało śpiewania, a nie daj Boże jeszcze po angielsku – dlatego upodobałam sobie radio nadające bez przerwy informacje dnia i byłam bardziej na czasie z tym, co się dzieje we Francji, niż w Polsce. Niestety, po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że nie jest to najciekawsze radio na świecie i rozpoczęłam poszukiwania lepszego zamiennika. A że zbiegło się to w czasie ze szwajcarskim referendum odnośnie imigrantów, to spragniona wieści wyruszyłam poza radiowe rubieże Francji. I tak oto trafiłam na http://www.rts.ch/ , które póki co na stałe zastąpiło mi wszelkie odmiany Radio France. Z terytorium Polski dostępne są cztery stacje: La Première – oferuje najwięcej niusów i innych treści mówionych; Espace 2 - skupiające się na kulturze, łatwo natknąć się na operę i muzykę klasyczną; Couleur 3 – nastawiona głównie na młodych słuchaczy, oferująca sporo zagranicznej muzyki; Option Musique – opcja dla spragnionych muzyki, przeważnie francuskiej, czasem anglojęzycznej, którą dość chętnie wybieram; sporo tu starych hiciorów, ale i trochę nowości. Swoim klimatem wywołuje u mnie często nostalgiczne wrażenie leniwego, niedzielnego popołudnia.

Na stronie każdej stacji możecie posłuchać fragmentów audycji i piosenek. Ja sama ostatnio włączam radio głównie w celu posłuchania muzyki i odkrycia nowych (zwykle tylko dla mnie...) francuskich hiciorów. Dziś prezentuję krótką listę wyłapanych utworów z dedykacją dla tych, którzy ucząc się francuskiego poszukują nowych muzycznych inspiracji. No bo ile można słuchać Edith Piaf, Carli Bruni i Jacquesa Brela? Część z czytelników z pewnością już słyszało o tych wykonawcach, a właściwie to wykonawczyniach, bo tak się złożyło, że na liście znalazły się same panie, które zasłużyły sobie na to jakże zaszczytne wyróżnienie przede wszystkim swoimi dość ciekawymi głosami lub przyjemnymi dla ucha aranżacjami instrumentalnymi. Może nie zawsze są to artystki, które skradły moje serce, ale na pewno warto zwrócić na nie uwagę poszukując nowych piosenek do szlifowania francuskiego.

poniedziałek, 30 września 2013

"Mon homme" - Mistinguett (muzyczna kartka na dzień chłopaka)

Założę się, że duża część z Was najprawdopodobniej słyszała już tę piosenkę, gdyż przez lata była ona często i chętnie wykonywana przez różne osoby, zwykle w wersji anglojęzycznej. Ja sama pierwszy raz zwróciłam na nią uwagę w serialu „Boardwalk Empire”, gdzie zaśpiewała ją ulubiona przez mnie Regina Spektor. I do niedawna żyłam w błogiej nieświadomości, iż utwór ów w oryginale wykonywany był po francusku, przez aktorkę i piosenkarkę znaną jako Mistinguett.

Jako że dzisiejsza data nastraja do miłosnych wyznań pod adresem mężczyzn, pozwolę sobie im w szczególności zadedykować to przeurocze tango – dołączając życzenia: by kobiety Waszego życia kochały Was równie mocno... ale mniej bezkrytycznie ;)

niedziela, 1 września 2013

5 magicznych sposobów na płynne rozmowy po francusku. Prosto z Prowansji. (część pierwsza)

Myśl o wakacjach we Francji niezwykle mnie ekscytowała przede wszystkim dlatego, że oto miało się wreszcie okazać, czy rzeczywiście moja już prawie półtoraroczna nauka francuskiego jest aż tak owocna, jak mniemałam. Mimo nieustającego przekonania o własnej wspaniałości ;) tkwiła bowiem we mnie nutka niepokoju: a może faktycznie nie będzie wcale różowo? Wszak zwolennicy poglądu, że francuski jest bardzo trudny, z sadomasochistyczną rozkoszą powtarzają, że można się go uczyć wiele lat, a jak się pojedzie do Francji, to nic się nie zrozumie i że to pewne, bo oni pojechali i nie rozumieli więc wiedzą. Albo nie pojechali, ale i tak wiedzą. Zastanawiałam się zatem, czy uda mi się jako tako porozumieć z autochtonami, zwłaszcza że do wszystkiego miał jeszcze dojść ów słynny prowansalski akcent, którego przecież zniekształca słowa do tego stopnia, że my, biedacy, nawykli do ładnych, okrągłych paryskich słów, nie rozpoznamy znaczenia najprostszych zdań, jakie się do nas wypowie.

Cóż, chyba już widać, że sobie trochę dworuję z tych popularnych stereotypów, można więc się domyślać, że nie było wcale źle. A jak było? Już opowiadam.

piątek, 16 sierpnia 2013

Francuski. Kurs Podstawowy (Edgard) – [stara edycja] – pierwsze kroki z językiem francuskim.



Z okazji odrobiny wakacji postanowiłam ogarnąć nieco nieład jaki udało mi się stworzyć od czasu, gdy zeszłorocznej wiosny podjęłam naukę francuskiego. Na nieład ów składa się mnóstwo różnego rodzaju materiałów do nauki, które dotychczas przewinęły się przez mój warsztat – zarówno tych, które na stałe gościły w moim repertuarze,  jak i te, które znalazłam, spróbowałam i odłożyłam w kąt szafy albo zepchnęłam gdzieś w mroczny głąb folderu „Francuzeczki i Francuziki”. Podczas tego sortowania wpadło mi w oko parę rzeczy z poziomu początkującego, które swego czasu były dla mnie użyteczne i o których warto by było co nieco napisać, ku pamięci i dla przyszłych pokoleń :) W szczególności, że ze statystyk wynika iż spora część Czytelników trafia na tego bloga szukając czegoś, co pasowałoby do frazy „francuski dla początkujących”.

środa, 31 lipca 2013

A może by tak coś obejrzeć, hm? Cap ou pas cap?

Ze wszystkich możliwych ćwiczeń wymuszanych na mnie ongiś w szkole na lekcjach języków obcych zawsze najbardziej bałam się tych związanych z rozumieniem ze słuchu. Nie cierpiałam tego, że nagrania były dla mnie za szybkie, że zwykle nie udawało mi się wyłapać kluczowych kwestii, no i denerwujące było to, że inni jakoś sobie z tym radzili. Albo sobie nie radzili tak samo jak ja, ale marna to była to pociecha, bo przecież ktoś musiał odpowiedzieć później na pytania nauczycielki.

Dlatego też obecnie nie mogę wyjść z podziwu dla siebie za każdym razem gdy sobie uświadamiam, że rozumienie ze słuchu to płaszczyzna, którą najbardziej lubię rozwijać w swojej nauce francuskiego, ba, mało tego, naprawdę widzę u siebie coraz większe postępy. Jak to możliwe?

Myślę, że dużą zasługą jest wyzwolenie się z okowów szkolnych lekcji, a także kursów językowych, które zwłaszcza we wczesnej młodości budują w nas przekonanie, że to tam mamy się wszystkiego nauczyć i że wystarczy zestaw podanych na tacy ćwiczeń, żeby zaliczać kolejne etapy i przechodzić na kolejne poziomy zaawansowania. Parę lat temu chodziłam do szkoły językowej na angielski i pamiętam, jak denerwowało mnie, że native tak się spinał, że musimy uczyć się sami w domu, słuchać radia i czytać książki, bo dwie lekcje w tygodniu to za mało. To po co płacę za kurs, skoro i tak mam się uczyć w domu?

No właśnie. Ale to temat na inne rozważania :)

Tymczasem zmierzam do tego, że nie da się nauczyć rozumienia ze słuchu nie słuchając, a dwa nagrania w miesiącu to trochę za mało, żeby się oswoić z melodią języka. I to zapewne był mój główny problem w szkole, gdzie co prawda od zawsze się powtarza, że nie nauczymy się jeśli nie będziemy dodatkowo pracować sami w domu, ale już nie daje się wskazówek odnośnie tego, w jaki sposób pracować i przy użyciu jakich materiałów.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Czy francuski jest trudny?

Powyższe pytanie jest oczywiście tanią zagrywką, mającą sprowadzić na mojego blogaska nieszczęsne duszyczki, które za pomocą Googli próbują rozwiać gnębiącą ich niepewność. Ale skoro już tu trafiłaś, duszyczko – oraz Ty, stały czytelniku, w którego istnienie wierzę – zechciej odprężyć się przez chwilę przy moich luźnych dywagacjach na zadany temat. A może i wtrącisz swoje trzy grosze na koniec?

Pozwólcie mi rozpocząć od pewnej ogólnej deklaracji, która rzuci nieco światła na moje stanowisko wobec poruszanego problemu. Niniejszym uroczyście oświadczam, że mam alergię na puste frazesy udające aksjomaty, a od nieprzemyślanego powtarzania banałów dostaję swędzącej wysypki. Niektóre powielające stereotypy zdania są tak wyświechtane, że się robi słabo na ich widok i od razu wiadomo, że to myślowe kopiuj-wklej.
Jednym z takich stereotypów jest stwierdzenie: francuski to bardzo trudny język.

czwartek, 14 lutego 2013

"7 jours sur la planète" (TV5 MONDE) i co mają do tego spodnie.



Czy wiecie, że zgodnie z literą prawa do niedawna Paryżanki nie mogły nosić spodni? A czy szukacie sposobu na polepszenie swoich (lub cudzych:)) umiejętności rozumienia ze słuchu i poszerzenia zasobu francuskiego słownictwa? Jeśli na pierwsze pytanie odpowiedzieliście „nie” (lub „tak”), na drugie „tak”, „raczej tak” lub „czemu nie”, a dodatkowo lubicie krótkie, niezobowiązujące ćwiczenia, pozwalające na lepsze zrozumienie krótkiego, ciekawego materiału filmowego, to pozwólcie sobie polecić „7 jours sur la planète” emitowany przez TV5 MONDE.

środa, 7 listopada 2012

Francuski ze słyszenia – czyli kiedy zacząć słuchać radia i oglądać filmy bez napisów?



Na początek mały truizm: rozumienie francuskiego ze słuchu nie jest rzeczą łatwą. Wiadomo: nie słychać niemal połowy tego, co jest na papierze, a jak już słychać, to wiele różnych słów brzmi niemal tak samo. Albo to samo słowo brzmi inaczej w zależności od tego, jakie jest następne słowo. Do tego Francuzi mówią szybko i dużo skracają, tak że ich mowa zdawać się może kompletnie niemożliwa do zrozumienia. Pojawia się zatem pytanie, kiedy zacząć słuchać długich wypowiedzi, żeby to miało jakikolwiek sens poza rozkoszowaniem się brzmieniem francuskiego szczebiotu?

wtorek, 2 października 2012

French in Action - zanurz się we francuskim :)



Dziś chciałabym szerzej opowiedzieć o kursie francuskiego, który jest jednym z najbardziej stałych elementów mojej nauki. Do niektórych kursów zaglądam od czasu do czasu, bywa, że tylko wyrywkowo, niektóre porzucam, gdy mi się znudzą, natomiast ten jest na tyle interesujący i moim zdaniem skuteczny, że bardzo chętnie przechodzę przez kolejne lekcje.

Zanim jednak przejdę do szerszej charakterystyki programu „French in Action”, wyjaśnię tylko, że mój sposób nauki zakłada uczenie się tych samych zagadnień z kilku różnych źródeł. W ten sposób nie nudzę się powtórkami tego samego materiału, a jednocześnie przypominam sobie to, co już kiedyś poznałam. Nie robię jednak tak, że jeśli uczę się np. czasu przeszłego, to we wszystkich kursach przerabiam równolegle czas przeszły – to by było nużące, a jednocześnie zbyt skomplikowane organizacyjnie. Mam kilka (zróżnicowanych konstrukcyjnie i tematycznie) kursów, które po prostu po kolei przechodzę; do nich należy m.in. „Grammaire en dialogues”, „Coffee Break French”, ostatnio również kurs LANGMaster, no i właśnie towarzyszący mi niemal od samego początku mojej nowej przygody z francuskim – „French in Action”, który daje mi naprawdę bardzo dużo radości przy nauce. Myślę, że skupienie się wyłącznie na jednym z tych kursów nie przyniosłoby pożądanych efektów, a na pewno nie bez żmudnych powtórek i uczenia się na pamięć z notatek.

wtorek, 11 września 2012

Coś o blogasku i o autorce (plus: "Grammaire en dialogues" i Coffee Brak French)

[wstęp, czyli co to i po co to]
Jako że i tak mam za mało czasu, uznałam za stosowne nie tylko spędzać go obrzydliwie dużo na nauce francuskiego, ale również proces tej nauki dokumentować. Żeby wiedzieć, ile mniej więcej czasu na co poświęcam (czyli dla przyjemności obejrzenia sobie statystyk), żeby zrobić zestawienie i opisy wszelkich źródeł, z których się uczę i żeby podzielić się swoją metodą nauki z innymi zapaleńcami :)
Myślę, że znajdą się tu również przydatne wskazówki dla tych, którzy francuskiego uczą się sami.