Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

Wytłumacz mi, dlaczego się nie uczysz? - Francuski w tłumaczeniach cz.2 (Preston Publishing)

Zafundowałam sobie ostatnio mały powrót do przeszłości.
Pamiętacie te chwile, kiedy każda kolejna dawka wiadomości gramatycznych wydawała się miła i przystępna, kiedy stawiało się pierwsze kroki na drodze do językowego oświecenia, wszystko – wtedy jeszcze – od razu składało się w logiczną całość, a postępy były szybkie i widoczne gołym okiem? Być może ci z Was, którzy nie mają alergii na ćwiczenia gramatyczne, pamiętają. Na początku bowiem wszystko jest jakby prostsze, świat obcego języka zdaje się stać otworem i zapraszać, we krwi endorfiny, w głowie entuzjazm, już niedługo będziemy mówić lepiej, niż wszyscy Francuzi razem wzięci.

Być może niektórzy z Was są właśnie na tym początkowym etapie, nieśmiało przechodząc z literki A do literki B oznaczającej początek średniozaawansowania (nie, nie ma takiego słowa). Być może szukacie jakiejś książki do gramatyki, która mogłaby okazać się dla Was przydatna. Śpieszę zatem przedstawić Wam recenzję jednej z pozycji dostępnych na polskim rynku wydawniczym - „Francuski w tłumaczeniach cz.2” wydawnictwa Preston Publishing*.

Ostatnio zasmakowałam w fotografowaniu kiczowatych kompozycji,
a przy okazji próbowałam się wprawić w nastrój do nauki ;)

sobota, 13 grudnia 2014

Le bal des vampires - jak to się robi po francusku.

O międzylądowaniu w Paryżu myślałam bez entuzjazmu: miasto zwiedzone dawno temu, znajomi odwiedzeni trzy miesiące wcześniej, w dodatku posmakowałam już ongiś tego Paryża w listopadzie, wieje tam i zimno, ot co. Niestety, linie lotnicze świata sprzysięgły się akurat przeciwko mnie i wymienione miasto okazywało się być najtańszą i najdogodniejszą opcją w drodze do Bordeaux (o tej podróży też wkrótce napiszę coś na blogu). Uległam więc. A już parę dni po kupieniu biletów zaczęłam z niecierpliwością przebierać nóżkami i czekać na ten Paryż jak na księcia z bajki.

Albo raczej na hrabiego czekałam, choć z bajki cokolwiek mrocznej. Wpadłam bowiem na doskonały pomysł, by podczas pobytu w owej stolicy mody wybadać, co się obecnie nosi na balach u wampirów. Jeden z nich był akurat wyprawiany w teatrze Mogador, zdobyłam więc bilet i przy okazji popytałam tu i ówdzie kto zacz, ten hrabia von Krolock. Powiadają, że łotr, uwodziciel i bestia, więc moje dziewczęce serduszko zadrżało z lęku i z podekscytowania zarazem.

środa, 1 października 2014

"Pas de problème! 3" (SuperMemo) - poziom zaawansowany bez problemu?

Jako człowiek łasy na urozmaicenia, zapragnęłam swego czasu dorzucić coś nowego do mojego koszyczka z zabawkami do nauki francuskiego – a że nie było to pragnienie poparte ogromną ilością wolnego czasu, to wymyśliłam, że będzie to jakiś interaktywny program, który wszystko zrobi za mnie i nagle, ni stąd ni zowąd, obudzę się na poziomie zaawansowanym.

Jak pomyślałam tak zrobiłam i zaczęłam testować program Supermemo – Pas de problème! na poziomie 3, czyli teoretycznie odpowiadającym poziomom B2-C1. Zdaniem testu dostępnego na tej samej stronie (nie będącego częścią kursu), w moim odczuciu niezbyt zresztą trudnego, nadszedł czas żebym spróbowała swych sił na poziomie C1 właśnie. Czy to prawda, czy nie do końca, to się okaże za chwilę, albowiem oto zapraszam Was do zapoznania się z recenzją rzeczonego kursu, który, jak się okazało, rozebrałam niemal na części pierwsze... Mam nadzieję, że recenzja okaże się pomocna!

sobota, 7 czerwca 2014

Sekretne pasaże Paryża, czyli jak uchronić się przed rozczarowaniem.

To miała być recenzja książki, ale trochę mnie poniosło i wyszło co wyszło. Na typową recenzję nie liczcie, choć warta uwagi książka gdzieś się tam czai, szczelnie okryta kołderką mojego słowotoku. Voilà.



Tak nas współczesna kultura masowa zaprogramowała, że na hasło „Paryż” niejeden zastrzyże uszami i pozwoli sobie choćby na przelotne ukłucie nostalgii, przebłysk tęsknoty za nie całkiem wysłowionymi obietnicami i fantazjami, a przy okazji zerknie jeszcze mimochodem, czy nie da się kupić tanich biletów lotniczych na jakiś nieodległy termin. Paryż, Paryż, podobno wart jest mszy, ale jeszcze bardziej wart jest odwiedzenia, cyknięcia sobie kilku czarno-białych fotek w strategicznych miejscach i odhaczenia najważniejszych punktów z przewodnika, polansowania się po kawiarniach, zeżarcia paru bagietek i okazania nieszczerego zachwytu nad nietrafnie wybranym winem z supermarketu, które było rozkosznie tanie, ale trochę jednak czuć w nim siarkę.

Od dawna chodzi mi po głowie stworzenie krótkiej instrukcji zwiedzania miast, na ratunek tym wszystkim niepoprawnym romantykom, którzy wciąż wierzą, że istnieje gdzieś miasto idealne, posiadające wyłącznie piękne budowle, wyłącznie udaną pogodę, tubylców czekających tylko, by wdać się z nimi w rozmowę i rozwiać nudę samotnego zwiedzania, miasto z atmosferą jak z bajki, gdzie nie ma korków, śmieci, bilbordów i innych turystów. Chciałoby się ustrzec przed rozczarowaniem tych wszystkich, którzy mogą po zwodniczo łagodnym lądowaniu boeinga na lotnisku de Gaulle'a natychmiast boleśnie zderzyć się z rzeczywistością.

Oczekiwania nasze podsyca dodatkowo internet, gdzie ludzie zwykli straszliwie kłamać o Paryżu (albo raczej pomijać niewygodne fragmenty), może ze wstydu przed sobą, że im się nie podobało aż tak bardzo, jak by chcieli. Wszak zawsze można się pocieszać zdjęciami pięknie obrobionymi w fotoszopie i opowiadaniem innym z lekką nutką wyższości, że tak, byłem, widziałem, zachwyciło, oj, jak zachwyciło.

Pewnie i Ty, Czytelniku, zdążyłeś już w życiu dojść do wniosku, że wszystkie europejskie miasta wyglądają z grubsza tak samo, mają swoje perełki, ale im więcej perełek, tym większy tłum psujący kadr, ludzie ubrani zupełnie współcześnie i nieco zbyt pstrokato, wokół reklamy, migające neony, hałas, samochody, ordynarne bloki i domy mieszkalne, spaliny, kebab i groch z kapustą. Trzeba co raz przymykać na coś oko i tylko wybiórczo zerkać na zadane fragmenty, żeby podsycać w sobie niegasnący płomień zachwytu, bo następne wakacje dopiero za rok.

A jednak, gdzieś tam w tle pospolitej codzienności, wciąż czai się w nas ta nostalgia i tęsknota, więc czasem prosimy: „o, Paryżu, uwiedźże mnie, oczaruj, zdradź swoje sekrety, poprowadź nieznanymi brukowanymi ścieżkami, na wyspy szczęśliwe Saint-Louis i la Cité zawiedź, upój mnie miksturą magiczną, dekoktem uwarzonym z emocji, wrażeń i atmosfery bohemy!”. I tak inwokując, na co dzień siedzimy sobie tutaj, na prowincji, która nie jest Paryżem, gdzie łatwiej w ten Paryż wierzyć, a od czasu do czasu próbujemy się ratować literaturą. Kto wie, może będzie nawet lepsza niż Paryż we własnej osobie?

niedziela, 1 czerwca 2014

Jak się uczyć? Szybko i dobrze! (Vite et bien 2, CLE)

Gdyby ktoś mnie poprosił, żebym poleciła mu tylko jedną książkę do nauki francuskiego, to najpierw pewnie próbowałabym go przekonać, żeby wybrał jeszcze drugą, trzecią i czwartą. Ale gdyby był bardzo uparty, to pewnie w końcu zdradziłabym mu, że według mnie najlepszą książką będzie dla niego „Vite et bien” wydawnictwa CLE.



Dawno, dawno temu, gdy zdarzyło mi się publicznie złorzeczyć na beznadzieję wypływającą z typowo szkolnych podręczników, maskowaną kolorowymi zdjęciami, pławiącą się w artystycznym nieładzie, ktoś z Was polecił mi w komentarzach wspomnianą wyżej książkę, po którą ochoczo sięgnęłam przy pierwszej okazji. Szybkie przewertowanie jej wywołało przyjemne uczucie porządku i konkretu, a wszystko przepasane prostymi obrazkami o dyskretnych kolorach. Moje serduszko zabiło szybciej, a moja baza podręczników odnotowała przyrost.



Na wstępie wyjaśniam, że nie miałam styczności z częścią pierwszą, mogę więc tylko mieć nadzieję, że jest tak samo dobra. Część druga przeznaczona jest dla poziomu B1 i jak wynika z przedmowy, przeznaczona jest dla dorosłych – w szczególności tych niecierpliwych i śpieszących się.

piątek, 31 stycznia 2014

Nie taki Robert mały, jak go malują! Le Petit Robert, nowy mężczyzna w moim życiu.

– Czy mały Robert naprawdę jest mały?
– Po co komu słowniki jednojęzyczne?
– Lepszy Le Petit Robert w garści, czy la petite robe (noire) na dachu?
– Romans z Robrtem – en ligne, czy w wersji do dotykania?

Na te i inne pytania namiastka odpowiedzi poniżej. 

A wszystko dlatego, że całkiem niedawno stałam się posiadaczką Małego Roberta rocznik 2014 (słodkie buziaczki i podziękowania dla moich przyjaciół za ten piękny urodzinowy podarek!). Dotarłam bowiem do etapu, w którym internetowe słowniki francusko-polskie zaczęły budzić we mnie poczucie pewnego niedosytu i niedoprecyzowania, zapragnęłam czegoś, co zarazem będzie bardziej wieloznaczne, a nie będzie pozostawiać tylu niedomówień. Prawdę mówiąc, zapragnęłam właśnie Roberta. Bo widzisz, kochany pamiętniczku, niby jest Larousse w internecie i to za darmo, ale kiedyś miało się okazję testować Roberta on line i odniosło się wrażenie, że są tam odpowiedzi na niemal wszystkie ważne i dręczące mnie pytania. Potem darmowa wersja testowa zniknęła, a uczucie pozostało.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Grammaire 450 nouveaux exercices - niveau intermédiaire (CLE)

Wszystkie moje podręczniki do nauki francuskiego są obecnie w fazie średniozaawansowanego rozgrzebania i ich końca nie widać; ba, nawet środka nie widać w niektórych przypadkach. Może to wina dużej ilości napoczętych źródeł, a może mam za słabo rozwiniętą potrzebę zaliczania jak najszybciej kolejnych rozdziałów, żeby móc odczuwać dumę na widok własnych statystyk. Skubię więc wszystkiego po trochu i w międzyczasie notuję spostrzeżenia do przyszłych recenzji. 


Od razu przyznaję się zatem, że nie zrobiłam jeszcze wszystkich czterystu pięćdziesięciu ćwiczeń z książki, o której dzisiaj opowiem, ale za to porządnie pochyliłam się nad pierwszymi czterema rozdziałami, co daje w sumie 132 rozwiązane ćwiczenia. O całej reszcie postaram się nie wypowiadać zbyt kategorycznie:)

piątek, 13 września 2013

Co czytać po francusku? Specjalistyczne magazyny vs. prasa dla prawdziwych Francuzów.

Pisząc o doskonaleniu swoich umiejętności czytania ze zrozumieniem niejednokrotnie już opowiadałam o książkach w języku francuskim, po które akurat sięgam. Nie ma jednak co ukrywać, że czytanie książki – w szczególności przerastającej nieco nasz aktualny poziom (bo przecież trzeba stawiać sobie wyzwania) – może okazać się zajęciem żmudnym i męczącym, kiedy tak suniemy powoli przez strony literek nie okraszonych obrazkami, a końca nie widać i nie widać. Długość tekstu potrafi czasem dać się we znaki, zwłaszcza gdy dobrze zapowiadająca się treść zacznie rozczarowywać i niechcący pomyśli się o czytaniu nie jak o rozrywce, ale o zadaniu, które chciałoby się mieć wykonane i osiągnięciu, które chce się mieć zaliczone i dopisane do listy osiągnięć. Co prawda zawsze staram się wybierać sobie lektury, na które mam ochotę, ale i tak czasem mój entuzjazm trochę opada i wtedy wolę wypełnić sobie czas jakąś przelotną przygodą z krótkim tekstem. A do tego najlepiej oczywiście sięgnąć po kolorowe czasopismo!

piątek, 16 sierpnia 2013

Francuski. Kurs Podstawowy (Edgard) – [stara edycja] – pierwsze kroki z językiem francuskim.



Z okazji odrobiny wakacji postanowiłam ogarnąć nieco nieład jaki udało mi się stworzyć od czasu, gdy zeszłorocznej wiosny podjęłam naukę francuskiego. Na nieład ów składa się mnóstwo różnego rodzaju materiałów do nauki, które dotychczas przewinęły się przez mój warsztat – zarówno tych, które na stałe gościły w moim repertuarze,  jak i te, które znalazłam, spróbowałam i odłożyłam w kąt szafy albo zepchnęłam gdzieś w mroczny głąb folderu „Francuzeczki i Francuziki”. Podczas tego sortowania wpadło mi w oko parę rzeczy z poziomu początkującego, które swego czasu były dla mnie użyteczne i o których warto by było co nieco napisać, ku pamięci i dla przyszłych pokoleń :) W szczególności, że ze statystyk wynika iż spora część Czytelników trafia na tego bloga szukając czegoś, co pasowałoby do frazy „francuski dla początkujących”.

środa, 7 sierpnia 2013

Brak mi słów, czyli o wadach i zaletach słowników... słów kilka :)

Zastanawiam się, jak bardzo kontrowersyjnie zabrzmi w uszach wszelkich pasjonatów języków obcych moje wyznanie następującej treści: nie posiadam ani jednego tradycyjnego, papierowego słownika, ani do francuskiego, ani do żadnego innego języka. Uważam takie słowniki za niewygodne, zajmujące zbyt wiele miejsca na półkach (które można by zapełnić innymi książkami) i jestem zdania, że można się efektywnie uczyć języka obcego bez wcześniejszego zgromadzenia wokół siebie kilku tego rodzaju opasłych tomów.

sobota, 4 maja 2013

Profesor Pierre 6.0 Słownictwo (Edgard)

Faza na słuchanie i podśpiewywanie francuskich piosenek trwa w najlepsze, podsycana jeszcze przez Pana Od Francuskiego, który od paru tygodni konsekwentnie urozmaica nam zajęcia Brelem i jemu podobnymi klasykami. Nawiasem mówiąc Pan Od Francuskiego tak bardzo pasuje do swojej roli, że nazywanie go po prostu lektorem nie oddałoby w pełni istoty sprawy. Niestety, nie wpisuje się w mój ideał wysokiego, nieco poważnego Francuza pod czterdziestkę, o pociągłej twarzy, ciemnych oczach i obowiązkowo z bruzdami przy ustach, ale za to wygląda jak typowy pan profesor, całkowicie oddany swojej pasji i trochę roztargniony, zaś całości obrazu dopełniają okulary i czupryna w kolorze poivre et sel. Przyznaję, że lubię wyprawić się raz w tygodniu na lektorat również po to, żeby go posłuchać – w końcu to mężczyzna, który przemawia do mnie po francusku, w dodatku z odpowiednią dozą swobody i humoru.
Tymczasem wszystkim tym, którzy wciąż poszukują dla siebie idealnego profesora, który umilałby im naukę i czule szeptał do ucha francuskie słówka, gorąco polecam nawiązanie znajomości z Profesorem Pierre’m. Od razu zaznaczam, że nie miałam okazji zapoznać się bliżej z programem o nazwie „Profesor Pierre Intensywny kurs”, za to od stycznia intensywnie zapoznaję się z wersją „6.0 Słownictwo” i to o niej będzie niniejsza notka.

poniedziałek, 18 marca 2013

Alter Ego (Hachette) - czy nadaje się do samodzielnej nauki?



[Niemerytoryczny wstęp]
Przez ostatni tydzień mój kontakt z francuskim został zredukowany praktycznie do zera, albowiem spędziłam go z dala od książek, Internetu i, niestety, Francuzów. Zamiast tego wokół mnie rozpanoszyli się nieco jazgotliwi Katalończycy, a ja sama z entuzjazmem korzystałam z uroków wiosennej Barcelony. No, nie do końca sama, bo z chłopcem, który z jeszcze większym entuzjazmem kibicował na żywo swojej ulubionej drużynie piłkarskiej. Jako że nie jestem fanką piłki nożnej, ja akurat bardziej cieszyłam się z urokliwych widoków, słońca i dobrego jedzenia i tylko cichutko tęskniłam za bardziej zrozumiałym językiem niż hiszpański albo kataloński. Ten ostatni zresztą – obserwowany w różnego rodzaju napisach w metrze, restauracjach itp. – czasem wydawał się nieco podobny do francuskiego, nie na tyle jednak, by ustrzec mnie przed zamówieniem na obiad wątróbki (cóż, sama chciałam mieć niespodziankę). Poza tym mieszane uczucia wzbudził we mnie fakt, że pozapominałam mnóstwo angielskich słówek i odruchowo próbowałam je zastępować francuskimi (dlatego np. zanim zdążyłam sobie przypomnieć, jak jest un tire-bouchon po angielsku i wyruszyć na poszukiwania, chłopiec zdążył wepchnąć korek od wina do butelki:)). W związku z tym obecnie czuję się zmotywowana do wzięcia się od nowa za mój angielski, mimo iż co do zasady jestem zwolenniczką uczenia się tylko jednego języka na raz. Póki co próbuję jednak na nowo wkręcić się we francuski, zwłaszcza że moją pamiątką przywiezioną z wakacji jest kolejna książka po francusku („Bel-Ami”, albowiem Maupassant od dawna czeka na zapoznanie się z nim). Swój powrót rozpoczęłam od zrobienia zatrważającej ilości nagromadzonych przez tydzień powtórek słownictwa z Profesorem Pierrem, a także podjęcia niedokończonej lekcji z podręcznika Alter Ego. I o tym podręczniku właśnie chciałabym napisać parę słów.

czwartek, 24 stycznia 2013

Język francuski dla początkujących - Maria Szypowska (Wiedza Powszechna)



Od kilku tygodni zbieram się do napisania małej recenzji książki z serii „Język francuski dla początkujących”, autorstwa Marii Szypowskiej, a wydanej przez Wiedzę Powszechną dawno, dawno temu, w 1990 roku, w serii zatytułowanej „Uczymy się języków obcych”. Internet naucza, że istnieją też późniejsze wydania, najnowsze wypatrzyłam z 2004 roku, ale czy są tam jakieś istotne zmiany, tego nie wiem. Chciałabym też podkreślić, że do tej pory dotarłam dopiero do lekcji 35-tej, a jest ich w sumie 60, więc możliwe, że na koniec moja opinia ulegnie pewnym modyfikacjom, ale gdyby tak się stało, nie omieszkam zweryfikować tej recenzji.


wtorek, 2 października 2012

French in Action - zanurz się we francuskim :)



Dziś chciałabym szerzej opowiedzieć o kursie francuskiego, który jest jednym z najbardziej stałych elementów mojej nauki. Do niektórych kursów zaglądam od czasu do czasu, bywa, że tylko wyrywkowo, niektóre porzucam, gdy mi się znudzą, natomiast ten jest na tyle interesujący i moim zdaniem skuteczny, że bardzo chętnie przechodzę przez kolejne lekcje.

Zanim jednak przejdę do szerszej charakterystyki programu „French in Action”, wyjaśnię tylko, że mój sposób nauki zakłada uczenie się tych samych zagadnień z kilku różnych źródeł. W ten sposób nie nudzę się powtórkami tego samego materiału, a jednocześnie przypominam sobie to, co już kiedyś poznałam. Nie robię jednak tak, że jeśli uczę się np. czasu przeszłego, to we wszystkich kursach przerabiam równolegle czas przeszły – to by było nużące, a jednocześnie zbyt skomplikowane organizacyjnie. Mam kilka (zróżnicowanych konstrukcyjnie i tematycznie) kursów, które po prostu po kolei przechodzę; do nich należy m.in. „Grammaire en dialogues”, „Coffee Break French”, ostatnio również kurs LANGMaster, no i właśnie towarzyszący mi niemal od samego początku mojej nowej przygody z francuskim – „French in Action”, który daje mi naprawdę bardzo dużo radości przy nauce. Myślę, że skupienie się wyłącznie na jednym z tych kursów nie przyniosłoby pożądanych efektów, a na pewno nie bez żmudnych powtórek i uczenia się na pamięć z notatek.

wtorek, 11 września 2012

Coś o blogasku i o autorce (plus: "Grammaire en dialogues" i Coffee Brak French)

[wstęp, czyli co to i po co to]
Jako że i tak mam za mało czasu, uznałam za stosowne nie tylko spędzać go obrzydliwie dużo na nauce francuskiego, ale również proces tej nauki dokumentować. Żeby wiedzieć, ile mniej więcej czasu na co poświęcam (czyli dla przyjemności obejrzenia sobie statystyk), żeby zrobić zestawienie i opisy wszelkich źródeł, z których się uczę i żeby podzielić się swoją metodą nauki z innymi zapaleńcami :)
Myślę, że znajdą się tu również przydatne wskazówki dla tych, którzy francuskiego uczą się sami.