Hm, hm (autorka
mruczała sobie cichutko pod garbatym nosem z
kurzajką), jak by Wam tu popsuć świąteczny nastrój?
Powiedzieć, że świąt nie będzie? Nie uwierzycie. Zabrać
prezenty? Nie, tego nawet ja nie mogłabym zrobić... Może posadzić
do zadań z gramatyki? He, he, he... (wstrętny, skrzekliwy
śmiech).
Pewnie tego nie
pamiętacie, ale w zeszłym roku przy okazji „Blogowania pod jemiołą” poczułam nieodpartą pokusę, żeby zeskrobać lukier z
naszej akcji i wprowadzić trochę negatywnych emocji: wypominanie
braku męża przy świątecznym stole przez stroskaną rodzinę i
takie tam. Tak mi się to spodobało, że i tym razem postanowiłam
się z Wami trochę podrażnić. I oto przed Wami otwiera się szesnaste okienko naszego adwentowego kalendarza - ale nie przeczytacie dziś u mnie
o świątecznych smakołykach, tradycjach, zwyczajach ani kolędach... Może jutro, na blogu English at Tea trafi Wam się jakiś słodszy kąsek, ale nie u mnie, robaczki, nie u mnie...
